czwartek, 30 stycznia 2014

Nie wierzmy feminazistom

To biologia i medycyna są kompetentne w ustalaniu i definiowaniu początku życia człowieka. Nie filozofia, nie socjologia, nie nauki prawnicze czy politologia. (...)

W 1857 roku amerykański Sąd Najwyższy odmówił człowieczeństwa czarnoskórym i odmówił zniesienia niewolnictwa. W 1936 roku niemiecki Sąd Najwyższy, pod presją Hitlera, odmówił człowieczeństwa Żydom, doprowadzając do straszliwej zbrodni Holokaustu.

 

Pod jaką presją są współcześni prawodawcy, pod jaką jesteśmy my?

 

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Nikt nie da Wam tyle, ile Zielona Góra obieca!

Przyglądam się zielonogórskiej "debacie" i "kampanii informacyjnej" miasta na rzecz połączenia samorządów miejskiego i wiejskiego.  Piszę o kampanii miasta, bo gmina kampanii jako takiej, w formie usystematyzowanej, nie prowadzi. W każdym razie, nie zauważyłem. A szkoda.

Sprawy w swoje ręce zaczynają brać zatem mieszkańcy. Nie wystarczają im nawiedzenia ich sołectw przez pielgrzymujące władze miasta i zaczynają zadawać konkretne pytania. Skąd będzie ten MILIARD? Ile z tego MILIARDA otrzyma gmina? Na co będzie spożytkowany? Jakie są tego szanse czy gwarancje? Jakie będą faktyczne koszty utrzymania połączonego organizmu samorządowego i czy oby na pewno efekt synergii jaki można uzyskać, nie zostanie skanibalizowany? (to szczególnie ciekawe w obliczu solennych zapewnień, że żaden urzędnik nie straci pracy...) Skąd wezmą się środki na ekspresową rozbudowę dróg obiecywaną na spotkaniach z mieszkańcami? (wiadomo jak na razie tylko tyle, że z budżetu...) Czy jest już program ich modernizacji lub choćby jego zarys? (czas aby był, choćby warunkowy, z określeniem priorytetów...) Pytają słusznie o sport w gminie oraz o to, na ile szanse stowarzyszeń i klubów wiejskich będą wyrównane w konkurowaniu z zielonogórskimi gigantami....Itd.

Ludzie się organizują, zaczynają dociekać, dopytywać. Czują się trochę okręcani wokół palca. I jest to chyba co gorsza uniesiony palec środkowy. Po czym wnioskuję?

piątek, 24 stycznia 2014

Nauka obcych języków - absolutny must!

Jakby ktoś słyszał o czymś do kupienia wartym 4,5 miliona, przecenionym na 135 tysięcy, to dajcie znać - oczywiście na priv. Może być jakiś szpital, spółka miejska, biblioteka, względnie nawet przedszkole. Byle nie w Mysłowicach! Zapożyczę się a kupię!

Przepraszam za sarkazm i zapewniam, że jestem pogodnym optymistą - w głębi duszy raczej, niż z twarzy. Powinienem napisać, o sytuacji w Mysłowicach kompleksowo, ale mi się zwyczajnie nie chce, Powinienem napisać, że to skandal, ale to słowo w ostatnich latach się zdewaluowało w naszym kraju tak bardzo, że nie robi już na nikim większego wrażenia i nic nie niesie.

Jeśli przyjąć, że nasza wiedza o poczynaniach tej władzy rządzi się takimi samymi prawami jak widoczność góry lodowej, z której 1/5 wystaje a reszta jest niewidoczna, to można dojść do wniosku, że najbardziej warto uczyć się teraz języków krajów ościennych, bo dni naszego niechybnie dobiegają bliższego czy dalszego, ale jednak końca.

niedziela, 12 stycznia 2014

Dobroczynna niedziela

Owsiak obudził w ludziach to, co drzemało gdzieś głęboko: chęć dzielenia się i niesienia pomocy - powiedział ktoś w ogólnopolskim radiu. Zupełnie tak jakby wcześniej nikt się nie dzielił i nie pomagał. Jakby nic się nie działo po za tym. Ignorancja, w imię stawiania pomnika żywemu!

Ktoś inny powiedział, że jak się komuś WOŚP nie podoba, to niech założy swoją fundację i znajdzie "własnego Owsiaka". Czy naprawdę tego trzeba nam najbardziej?

Kto chce - niech wspiera akcje WOŚP, Dobrze, że jest, bo z jednej strony wymierne osiągnięcia ma, a z drugiej - otwiera oczy.

Mi jednakorgiastyczna licytacja na kasę jednak nie odpowiada. Nie mój PR.

Pomagać? Oczywiście! Nie trzeba do tego fundacji. Znajdźmy potrzebującego w promieniu 100m od siebie i pomagajmy uśmiechając się do siebie. Codziennie.

PS
Ze sposobem działania WOŚP i lansowaną "radosną dobroczynnościa" się nie utożsamiam. Równie daleko mi jednak do tych, którzy przysimaja na swoje ściany i TL odwrócone serca. Odwrócone serca nieodparcie przypominają mi odwrócone krzyże. Zluzujcie!

środa, 23 października 2013

Genialna konstrukcja współczesnej ekonomii

Państwa ustawowo nadają bankom prawo do kreacji pieniądza, którym następnie banki finansują lwią część długu publicznego, który z kolei służy finansowaniu bieżących "potrzeb" Państwa. Dług i jego koszt ostatecznie spada na obywateli w formie podatków - obywateli, którzy pieniądza nie kreują (gros osób!), a mogą spłacić go wraz z odsetkami jedynie z własnej pracy lub majątku. Zyski banków w bynajmniej wirtualnej postaci, trafiają ostatecznie do kilku miejsc na świecie.

Bardzo sprawny system masowego ogołacania społeczeństw i akumulowania aktywów przez wąską grupę światowej finansjery.

niedziela, 13 października 2013

Demokracja: dobra kiedy trzeba?

Jaki by ostateczny wynik referendum nie był, to jest ono przykrym doświadczeniem. 

Po pierwsze dlatego, że istotą kampanii stronników HGW było nawoływanie nie do jej poparcia, co do bojkotu referendum, co uważam za robienie z demokracji szmaty do podłogi.

Po drugie:mówienie przez media i polityków (z nielicznymi wyjątkami) o danych sondażowych tak jakby były oficjalnymi, jest robieniem szmat, ale już z posiadaczy każdego pojedynczego głosu -podobno w demokracji ważnego.

Gorzka lekcja, gdy "demokracja święci triumf", bo ludzie są na grzybach.

piątek, 12 lipca 2013

Każdy kościół będzie im zawadą

Nie mogę uznać, że ta sprawa mnie nie dotyczy, bo jestem protestantem. Bezpardonowa walka z Kościołem Katolickim trwa na całego. Zadziwiające że dla polskiego, jakże obiektywnego dziennikarstwa, świadectwo jednego człowieka wystarcza, aby prezentować sprawy jako bezsprzeczne fakty, czego kończenie zdań tytułów znakami zapytania nic a nic nie zmienia.

Media, w swej misji rzetelnego informowania, przedrukują jak się okazuje wszystko co oświadczy Lemański, który początkowo rzucił na swojego zwierzchnika cień podejrzenia o homoseksualizm, a teraz brnie w stronę przyznania jemu stygmatu antysemity (bardzo nośne przecież, dotąd działało!). 

Wszystko to na kanwie opowieści jednego człowieka: bez dowodu, bez konfrontacji, bez jakiejkolwiek weryfikacji. Wbrew starej, opisanej już w prawie biblijnym zasadzie, aby na świadectwie dwóch lub trzech opierać sądy nad ludźmi. 

Widocznie realizowany cel uświęca użyte medialne środki. Jaki to cel? Żaden myślący człowiek nie może mieć wątpliwości: bez kościoła odbieranego przez licznych Polaków jako autorytetu z którym trzeba się liczyć, będzie łatwiej forsować zmiany, w których wprowadzeniu KR-K jest zawadą i kamieniem obrazy. Kamieniem obrazy, którym podzieleni coraz to mocniej protestanci, a i w swoim gronie zajęci nierzadko dzieleniem "duchowego włosa" na czworo i konfrontacją wzajemnie wyznawanych doktryn, zamiast pochylania się nad owocami i rozsądzania przez nie, być nie chcą i nie mogą. Z chlubnymi wyjątkami ludzi, którzy "wynoszą światło spod korca" i potrafią nazywać publicznie pewne sprawy po imieniu i co ważniejsze, robią to! 

Nowe autorytety w miejsce starych, już czekają w blokach startowych, chętne do zastąpienia każdego księdza, biskupa czy samego Papieża. Przyjdzie czas i na pastorów, a i na samego Jezusa także! Słowo "antychryst" nie znaczy "przeciw Jezusowi", ono znaczy "zamiast Jezusa" - nie wierzycie, sprawdźcie etymologię. Autorytety będą rzecz jasna neutralne światopoglądowo, politycznie poprawne, deklaratywnie kochające wszystkich ludzi i wszystko co ludzkie, skłonne do zmiany zdanie w każdej chwili, kiedy zajdzie obiektywnie i wymiernie taka potrzeba, Zupełnie też neutralne intelektualnie - by nie powiedzieć jałowe, ale za to złotouste, pełne erudycji, miłe dla ucha, wchodzące w świadomość wielu odbiorców, jak w przysłowiowe masło. 

To na marginesie - gdyby naprawdę ktoś nie wiedział o co toczy się ta rozgrywka i co jest jej stawką. 

Co w tym wszystkim jest najgorsze i mąci trochę wizję szytej nam przez ludzi "świetlanej" przyszłości? To, że skoro na bazie opowieści i przemyśleń, być może z domieszką czystej fantazji jednego człowieka, można wnioskować o przymiotach czy ich braku u katolickiego hierarchy i dyskredytować go, można i będzie można tak już od dziś o każdym, które niesie sobą jakiekolwiek wartości. W imię "postępu" rzecz jasna.

Jeśli nie chcesz takiego "postępu" zwróć się Czytelniku do Boga. Poszukaj go i pozwól Jemu się znaleźć - niezależnie od kościoła w którym jesteś. Nie staniesz się przez to obojętnym na świat, ale skutecznie zostaniesz uratowany, by nie podzielić losu, który świat sam sobie szykuje. 

Drogę dawno znasz :)

niedziela, 7 lipca 2013

Oby chichot historii nigdy nie musiał nikogo z nas ratować

Zbrodniarz to dziś już tylko poczciwy schorowany dziadek - zbyt chory by stanąć przed sądem, jednak nie na tyle aby uczestniczyć w fecie ku swej czci.

Zbrodnia zrelatywizowana, w imię uznania jakiegoś wyższego imperatywu. Jaruzelski od zawsze był pewnie za demokracją, tylko warunków nie było do tego...

Co oni z tym krajem wyprawiają?!

Oliwy nie pożałował  inny "wielki przyjaciel" wolnej Polski. Zupełnie neutralnie włączył się w obchody sam Putin. W depeszy urodzinowej napisał m.in.:

"W trudnych sytuacjach zawsze przejawialiście męstwo i odpowiedzialność, przyjmowaliście zrównoważone i dalekowzroczne decyzje."

Czego ta historia mnie uczy?

Żyj tak aby ratunkiem dla bilansu życia nigdy nie musiał być chichot historii, jako jedyna nadzieja. Trudno o gorszy koniec tu na ziemii jak próba przypisywania wyrządzonemu złu, dobrych owoców.

(w dniu własnych 39. urodzin)

czwartek, 4 lipca 2013

Przezwyciężyć homoseksualną agendę

Po niedawnych ważnych orzeczeniach Sądu Najwyższego w USA, uznających prawo homoseksualistów do zawierania pełnoprawnych małżeństw, pojawiły się medialne głosy, że Amerykanie bardzo zmienili swoją postawę wobec homoseksualizmu i homoseksualistów w ostatnim roku. Jak zwracają uwagę autorzy materiału w CBN News, to nie do końca prawda. Ameryka nie doszła do tego punktu w jedną noc. Już 10 lat temu CBN News zaczęła ujawniać poufną strategię konwersji USA na kulturę progejowską.

Alan Sears i Craig Osten, współautorzy wydanej w 2003 roku książki pt. „The Homosexual Agenda: Exposing the Principal Threat to Religious Freedom Today” przestrzegali przed realizacją złożonej i dobrze przemyślanej strategii uczynienia USA krajem przyjaznym gejom i wrogim wobec tych, którzy się tej idei opierają. Chrześcijańscy autorzy obszernie przytaczają fragmenty innej książki „After the Ball: How America Will Conquer Its Fear and Hatred of Gays in the '90s.” wydanej w 1989 roku, która wytyczyła homoseksualną agendę.

Wielu homoseksualistów zaprzecza, że taka agenda w ogóle istnieje, w jawnej czy w niejawnej postaci. Tymczasem sami autorzy omawiają w „After the Ball:..” ustalenia ze szczytu gejowskich liderów, który odbył się w 1988 roku w Warrenton w stanie Wirginia, a na którym to właśnie szczycie homoseksualna agenda została uzgodniona. Ci autorzy to Marshall Kirk, uchodzący za genialnego, badacz mózgu oraz Hunter Madsen, absolwent Harvardu, ekspert w dziedzinie taktyki publicznej perswazji. Zaproponowali oni taktykę na "prostą" Amerykę, która jest bardzo podobna do metod prania mózgu stosowanych przez chińskiego komunistę Mao Tse-tunga, połączoną z najbardziej perswazyjnymi technikami sprzedaży stosowanymi w świecie reklamy. Cel tego prania mózgu, wg. Kirka i Madsena:
użycie tych samych procesów, które sprawiły, że Amerykanie nas nienawidzą, do tego, aby tę nienawiść zmienić w ciepły szacunek – czy im się to podoba czy nie
Mówić aż do zmęczenia

Po pierwsze zaproponowali oni, aby homoseksualiści oraz ich liberalni sojusznicy „znieczulili” h e t e r o seksualistów, poprzez wyniesienie homoseksualizmu jako tematu, na który mówi się w codziennym życiu tak wiele, jak to tylko możliwe. „Zasadniczą” sprawą – jak stwierdzili sami autorzy, jest:
Mówić o gejostwie dopóty, aż problem stanie się całkowicie nie do zniesienia (...) Możecie zapomnieć o przekonywaniu ludzi wprost, że homoseksualizm to coś dobrego. Jeśli jednak uda się sprawić by ludzie myśleli, że to po prostu kolejna rzecz, która zasługuje po prostu na wzruszenie ramionami, wówczas wasza bitwa o prawa jest praktycznie wygrana.
Wg. Searsa:
Mówimy o żądaniu takiego zachowania, by takie zachowania nie tylko nie były w żaden sposób potępiane, ale były w każdy możliwy sposób i z każdego możliwego miejsca afirmowane jako poprawne, dobre i uznane.
Potwierdza to obraz mediów obserwowany w USA od dekady, zalewanych przez gejów i gejowskie motywy nie tylko jako wzmianki, ale przede wszystkim motywy wiodące programów emitowanych w primetime.

Geje jako ofiary

Kolejną kwestią jaką poruszają Kirk i Madsen jest:
przedstawiać gejów jako ofiary okoliczności i ucisku, nie jako agresywnych rywali (...) Geje muszą być przedstawiani jako ofiary w potrzebie ochrony, tak aby w prostym odruchu ludzie byli skłonni przyjąć rolę ich obrońców.
Benjamin Bull z Alliance Defense Fund powiedział:
Nagle ci, którzy wybierają zachowania homoseksualne, sodomię, są ofiarami. To szaleństwo!
Czy homoseksualistom udało się wygrać w walce o postrzeganie ich jako prześladowanej mniejszości? Wracając do mediów; szalenie popularny serial "Zbawieni" (Saved) przedstawia nowonarodzonych chrześcijan jako okrutnych homofobów próbujących przeprogramować od środka młodych, biednych i niezrozumianych gejów. W innym, „Drżąc przed Bogiem” (Trembling Before God) mowa o tym jak prawosławni i chasydzcy homoseksualiści są prześladowani i nieakceptowani. W kolejnym, „Zmowa milczenia” (The Conspiracy of Silence) autorzy twierdzą, że homoseksualni księża są zaszczuwani na śmierć przez to, że nie mogą wyrażać swego homoseksualizmu.

Jednocześnie dobry, miły i pełen zrozumienie homoseksualny sąsiad stał się obecny w tak wielu filmach i serialach, że stało się to już wręcz banalne. Lista gejocentrycznych lub wywołujących empatię z gejami produkcji telewizyjnych stała się przez minioną dekadę w USA bardzo długa, co nie dziwi biorąc pod uwagę te słowa autorów „After the Ball:…”:
Przeciętny Amerykanin spędza przed telewizorem ponad siedem godzin dziennie. To godziny otwartej bramy w ich prywatny świat, przez którą może zostać przeniesiony koń trojański.
Źródło: Covert Agenda: US Didn't Become Pro-Gay Overnight


Zobacz także:



Komentarz: 

Widząc co dzieje się obecnie w kwestii „tolerancji” wobec zjawisku homoseksualizmu w Polsce i próby zrównania ze sobą każdej orientacji seksualnej, nie sposób nie przyglądać się przebiegowi tego procesu w USA. Metody i techniki wykorzystywane przez lobby homoseksualne są i będą identyczne z tymi wykorzystanymi za Atlantykiem – niby dlaczego miałyby być inne, skoro tam okazały się skuteczne?

Istnieje jednak zasadnicza różnica między społeczeństwami Polski i USA. Polacy są zdecydowanie bardziej jako społeczeństwo homogeniczni i konserwatywni – głównie za sprawą pozycji Kościoła Katolickiego.

Rodzi to zapewne spore konsekwencje dla sposobu realizacji celów przez lobby homoseksualne i adaptacji do warunków polskich. Głównym wrogiem i przeszkodą jest Kościół Katolicki. Stąd też obserwowane w Polsce od kilku lat próby zdyskredytowania go na wszelkie możliwe sposoby (nasiliło się po śmierci JPII), czego najłatwiej dokonać metodą małych kroków: dyskredytując poszczególnych księży. W dyskredytowaniu najmniej chodzi o przytaczanie prawdziwych zdarzeń i faktów a najczęściej o wzmacnianie negatywnych emocji, które w każdym człowieku drzemią.

Drugą konsekwencją amerykańsko-polskich różnic i tego, że w USA homoseksualny plan już się powiódł, jest dostęp do tych informacji przez świadomych obywateli jeszcze niezindoktrynowanych społeczeństw. Plan zastosowany w USA okazał się skuteczny, ale przez to także stał się on w pełni jawny i możliwy do oceny po owocach. Stąd należy się spodziewać, że przebieg procesu w Polsce może być planowany jako dużo szybszy i z zastosowaniem dużo mniej „demokratycznych” metod. Zawrotne tempo tego procesu zresztą widać: od czasu kiedy o homoseksualizmie się w Polsce mówi  dużo w debacie publicznej minęło ledwie kilka lat a pomimo niskiego poparcia społecznego już trwają prace nad ustawą o związkach partnerskich - prace w trakcie których w łonie samej partii rządzącej bezpardonowo atakuje się i stygmatyzuje przeciwników prawnych rozwiązań sprzyjających homoseksualistom. Dla porównania w USA, od czasu wykreślenia homoseksualizmu z listy chorób psychicznych do momentu legalizacji związków partnerskich minęły prawie trzy dekady, a i tak rozwiązania prawne nie są w każdym stanie USA do dziś jednakowo liberalne.

Homoseksualizm jest zaburzeniem orientacji seksualnej, nie ma podłoża genetycznego (co sama ewolucyjna genetyka i teoria dziedziczenia genów wyklucza). Homoseksualizm jest jednak przede wszystkim grzechem, z przebiegiem i konsekwencjami opisanymi już w Księdze Rodzaju (nawet nagła ślepota nie powstrzymuje homoseksualnej żądzy, dla jej zaspokojenia ludzie gotowi są do posunięcia się do ostateczności, dotyka tak młodych i starych…).

Mimo, że mam takie a nie inne zdanie o homoseksualizmie, sami homoseksualiści to przede wszystkim ludzie potrzebujący pomocy. Chrześcijańska miłość, jak teraz próbuje się ja promować na liberalna modlę, nie każe jednak niczego nie widzieć i wszystko przemilczać, a wręcz przeciwnie: tym bardziej nakazuje mówić prawdę, pokazywać słabość ale i sposób w jaki można ją pokonać.

Ludzie noszą wielkie możliwości zmiany świata, ale na nic się one zdadzą, jeśli nie będą w stanie przemienić siebie. Nie wiem jak dla medycyny, ale dla Boga homoseksualizm jest w pełni uleczalny, o czym świadczą liczne przykłady, jak choćby ten:



Trzeba jednak najpierw uwierzyć, że to możliwe i wytrwać w tym pamiętając, że największym oszustwem wobec człowieku chcącego coś w swoim życiu zmienić jest to, że jest w tym zdany zawsze tylko sam na siebie.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Śmieciowa tresura

Czy to nie dziś wkroczyliśmy na drogę postępu i globalistycznej tresury? Starannego i jakże ekologicznego mycia opakowań po jogurcie, tudzież kefirze oraz deklaracji śmieciowych długich jak formularz PiT z załącznikami? Czy wiadomo już może co będzie z segregowanym śmieciem dziać się dalej, niż to, że na osobnych pryzmach będzie zalegać? No i do dziś nie wiem co z zakalaną pieluchą: niby organiczne, a jednak na sztucznym podłożu. Czy oddzielać?

Segregacja fajna sprawa, ale recykling przecież jeszcze bardziej i temu segregacja właśnie powinna służyć.

Prosty sposób by przekonać się czy "świat rzeczywiście potrzebuje GMO"

Internet obiegają kolejne informacje o  druzgocącym wpływie spożywania GMO na organizmy żywe. Ostatnio czytałem coś o szczurach, jeszcze wcześniej o bydle, teraz o trzodzie chlewnej. 

Szokujące zdjęcia pokazują spustoszenia dokonane przez żywność GMO!
Nowe, przełomowe badanie pokazuje, że konsumpcja paszy zawierającej GMO
szkodzi trzodzie chlewnej. Badanie wykazało, że karmienie świń paszą składającą
się z genetycznie modyfikowanej soi i kukurydzy wywołało wzrost ciężkiego
stanu zapalnego żołądka o 267% w porównaniu z grupą karmioną paszą
bez GMO. Różnica u samców była jeszcze większa: wzrost o 400%.
Wyniki badania są zaskakujące i statystycznie istotne.
Zwolenników GMO, aby nie powiedzieć: piewców GMO i dobrodziejstwa jakie niosą one światu, to jednak nie przekonuje, mimo, że mówimy nie o twórczości blogerskiej, tylko rzetelnych badaniach i dowodach naukowych, które jednoznacznie mówią: 

GMO nie jest obojętne: ono szkodzi! 

"To nic" - zdają się mówić obrońcy - korzyści (zyski) daleko przewyższają te szkody, poza tym, nie można przenosić wyników badań ze szczurów wprost na ludzi... Ciekawe zatem jak, jeśli nie na zwierzętach, testuje wstępnie inne produkty, zanim dopuści się je do testowania u ludzi. W przypadku GMO takich badań nigdy nie było, albo zostały one ukryte!

Nie wchodźmy jednak w spór naukowy - zostawmy to z jednej strony lobbystom i naukowcom, którzy nie sprzeniewierzają się rzetelności - z drugiej, jako że sami i tak nie będziemy w stanie zważyć żadnych argumentów, zdając się na ledwie na zaufanie do jednej czy drugiej strony.

Istnieje jednak bardzo prosty sposób na to, aby przekonać się co o GMO sądzą konsumenci i na ile "świat GMO rzeczywiście potrzebuje". Sposób z realizacją którego w świecie "wolności na każdym kroku" problemów być żadnych nie powinno. Jakiś przełomowy sposób, rewolucja? - zapytacie. Nie, sposób bardzo prosty, fundamentalny.  

wtorek, 25 czerwca 2013

Wciąż łatwo nami kręcić w dowolną stronę

Słyszę w radiu w ten deszczowy dzień, że z badań sondażowych wynika, że większość Polaków jest za likwidacją finansowania partii politycznych z budżetu. Większość niestety pokazała, że niewiele rozumie z mechanizmów władzy i stanowienia prawa. Nie rozumie istoty lobbingu oraz niewspółmiernie większych możliwości pozyskania funduszy przez rządzące w danym czasie ugrupowanie czy koalicję.

Dziesiątki lat manipulacji zrobiły swoje. Łatwo wciąż Polakami kręcić i sprzedawać im kolorowe szklane paciorki jako klejnoty. Ekonomia (jako w dużej mierze nauka o zachowaniach i decyzjach człowieka) ma jednak nieubłagane prawa, niepodatne na zaklęcia.

Nie tak dawno z pewnych ważnych ust słyszeliśmy, że są sprawy których się nie sondażuje czy nie poddaje rozstrzygnięciu w referendum: jak na przykład wiek emerytalny, wysokość podatków, czy wiek obowiązku szkolnego, a teraz czekam kiedy władza ochoczo odwoła się do woli społeczeństwa czyniąc jej zadość.

Każdy kto umie liczyć szybko policzy jak marginalną sprawą jest ta, o której trąbi się od 2 tygodni.  


Mówienie o tym jak bardzo potrzeba Polsce ograniczenia finansowania partii politycznych jest zatem czystą demagogią i rozmową o zupełnym marginesie, dyktowaną bieżącą, złą dla rządzących sytuacja sondażową. Ale to zdaje się jest już specjalność w "poważnych rozmowach o Polsce" od wielu wielu lat, że nieważna jest Polska a ważna potrzeba chwili.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Zbrodnia wygwizdania stalinisty - o tym jak to z wykładem Baumana było...

Policja i Uniwersytet Wrocławski podpisały porozumienie, na mocy którego można ścigać przestępców na terenie uczelni i akademików - wiadomość z września 2011 roku.

W czerwcu 2013 roku policja, antyterroryści na tyle już się dobrze czują na wrocławskiej uczelni, że korzystają z pomieszczeń uczelni do monitorowania wykładów.

I tak, przed wykładem profesora, majora wojskowej bezpieki Baumana, funkcjonariusze zainstalowali się w salach Uniwersytetu - piętro wyżej nad aulą w której miał się odbyć wykład - zanim na uczelni pojawił się sam Bauman a nawet kibice i narodowcy.

Jest to więc sprzeczne w przekazami medialnymi, że policja interweniowała i weszła na uczelnię dopiero po zgłoszeniu zajścia. Zgłoszenie jak widać poszło wcześniej, anim nastąpiła "zbrodnia" wygwizdania stalinisty, a policja tylko czekała na odpowiedni moment, aby wejść na salę z bronią gładkolufową i gazem.

Warto spokojnie obejrzeć poniższy film i mieć własne zdanie. Pewne jest, że Ruch Narodowy - chodzi o wymiar świadomościowy a nie o instytucję - establishmentowi nie leży i zwyczajnie zagraża: samo to, że jest już jest groźne, a gdyby rządzili czy mieli choć kilkanaście mandatów... Strach pomyśleć. To byłby kres antypolskiej orgii uprawianej od 1945 roku... 


środa, 19 czerwca 2013

"Nasze matki, nasi ojcowie" - krótka refleksja na gorąco

Obejrzałem druga część filmu "Nasze matki, nasi ojcowie" i naprawdę trochę mi trudno uwierzyć, po tym co tam zobaczyłem dotychczas, że zrobił on w Polsce tyle zamętu. Film jest wstrząsający, bo i sama wojna taka jest. Film można uznać za stronniczy, w tym sensie, że zrobili go Niemcy, a główni bohaterowie to początkowo ciepłe a potem tragiczne postaci.

Oglądając film kilka razy zastanawiałem się po czyjej stronie bym był, gdybym musiał wybrać pośród walczących Niemców i Rosjan, wiedząc to co wiemy dziś. Odpowiednio prowadząc widza można naprawdę wiele.

Tym niemniej uznanie tego filmu przez niektórych za antypolski, piętnujący nasz rzekomo wrodzony antysemityzm, to na podstawie dwóch odcinków uważam za mocno przesądzone.
Szanujmy się bardziej i nie startujmy do mierzenia się z każdym przekłamaniem czy wyolbrzymieniem.

Sądzę że Niemcy mogą po tym filmie odczuwać niepomiernie większy wstyd czy ból z powodu barbarzyństwa, uprzedzeń, braku empatii, których systemówo się dopuszczali ich przodkowie, trzy pokolenia temu. Nie powinno to być dla nas pociechą, ale może być jakąś wskazówką.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Dwa filmy, jeden scenariusz. Anatomia dezinformacji jak na dłoni

Rzecz o Andrzeju Hadaczu

Rok 2010


Hadacz to jeden z najaktywniejszych tzw. "obrońca krzyża" z Krakowskiego Przedmieścia. Autor wielu skrajnych wypowiedzi, rzekomo wzorrcowy reprezentant manifestującego tam środowiska. Pokazywany przez media w głównych serwisach informacyjnych.



Jego radykalność (by nie powiedzieć głupota i wścieklizna) wykorzystane zostają w klipie wyborczym, jako negatywna zachęta do mobilizacji elektoratu.



Rok 2013


Pojawia się na tzw. Paradzie Równości, głosząc tolerancję, walkę o prawa mniejszości. Mówi, że wcześniej popełnił "wielki błąd". Symbolizuje dla wielu tam obecnych "nawrócenie". Mówi:
Słońce jest dla wszystkich, wolność jest dla wszystkich. Koniec z dyskryminacją!



Konkluzja


Czy rzeczywiście trudno się domyślić, że od początku był to człowiek wsadzony do środowiska "obrońców krzyża" odgórnie nie bez powodu i eksponowany przez media dzięki wyćwiczonej radykalności wypowiadanych stwierdzeń? Zwróćcie uwagę na to co mówi i jak mówi w wielu wcześniejszych materiałach TV.  Jak radykalnych (świadomie w mojej ocenie) sformułowań używa - na granicy zdrowego rozsądku i poza wszelkim umiarem.

Działanie przez agentów wpływu - znane nie od dziś. Najefektywniejszą metodą socjotechniki pozostaje nie tyle kreowanie nowych emocji społecznych - bo to żmudny i trudno do całkowitej kontroli proces, co wykorzystywanie i wzmacnianie już istniejących, dla realizacji określonego, pierwotnie założonego celu. Chcąc nie chcąc, uczestniczymy w eksperymencie na żywym organizmie. Pytanie, w ilu jeszcze sytuacjach "spinujących" ludzkie nastroje, sprawa ma się podobnie, bo że nie w tej jednej, to pewne.


Pozostaje mi tylko zgodzić się w tym miejscu z Posłem Stanisławem Piętą w tym, że takie metody manipulacji opinią publiczną oraz deprecjonowanie ludzi broniących z wiary czy po prostu z głębokiego przekonania, tego co chcą zachować, przez wykorzystywanie prowokatora, dyskwalifikują środowiska uzurpujące sobie prawo do zaufania wśród wyborców.

Koni trojańskich tabuny

To co widać - manifestacja potęgi
Akwedukt Pont du Gard - ukończony w 18r. n.e. 260m
długości, 49m wysokości. Zbudowany z ok. 3 tys. bloków
kamiennych połączonych klamrami, bez użycia zaprawy.
Jedna arkada, to 260 bloków o łącznej wadze ok. 850t.


Kiedy Starożytni Rzymianie budowali swoją sieć doprowadzających do miasta wodę pitną kanałów (łącznie ok. 400km, z czego spora część pod ziemią), nie było pewnie nikogo kto nie mówiłby, że to postęp. Świat im zazdrościł potęgi, myśli i rozmachu. 

Rzymianie podchodzili do budowy akweduktów bardzo naukowo - oczywiście na miarę tamtych czasów. Budowa akweduktów była naprawdę ogromnym przedsięwzięciem inżynieryjnym: zachowywanie spadków grawitacyjnych, kanały podziemne, prowadzenie nad rzekami i kanałami, odwadnianie przyległych terenów aby zapobiec możliwości skażenia przez wody gruntowe. Sam wybór źródła, z którego czerpano wodę był bardzo staranny - jego integralnym elementem była długotrwała obserwacja stanu zdrowia tubylców, którzy tę wodę na co dzień spożywali. Pełen profesjonalizm, a wszystko po to aby mieć czystą wodę.

W efekcie tego wielkiego przedsięwzięcia, w szczytowym okresie działania akweduktów  aż 800 tyś m3 wody dziennie było z odległych źródeł dostarczane do Rzymu drogami wodnymi.

sobota, 15 czerwca 2013

Globalne ocieplenie i sprawy ciemne jak tabaka

To co poza czysto naukowymi wątpliwościami podnoszonymi przez coraz liczniejszych ekspertów, każe zastanowić się nad prawdziwością teorii o antropogenicznym charakterze globalnego ocieplenia, którą to wylansowali głównie naukowcy i wiceprezydenci z USA, jest zachowanie właśnie tychże.

Skoro prawdą jest ta teoria i niezbite są dowody, które winny budzić przerażenie:

1. Dlaczego same USA nie przystąpiły do protokołu Kioto, jak zresztą wiele innych państw rozwiniętych, które odpowiadają aż za ok. 75% globalnej emisji CO2 do atmosfery?
W 2015 być może dołączą Chiny, jako największa gospodarka, ale dopóki to się nie stało, pozostaje tylko w sferze zapowiedzi.

2. Dlaczego te same USA stawiają obecnie na gaz łupkowy, którego cena wciąż spada, odwrotnie proporcjonalnie do jego wydobycia, podczas gdy liczne farmy wiatrowe, zbudowane kosztem miliardów dolarów, zjada rdza?

Czy globalne ocieplenie nie jest to oby teoria, której naukowe uprawiedliwianie  podtrzymywane jest przez mnogość różnych badań, szczodrze finansowanych przez rządy i zarządy zainteresowanych tym czysto ekonomicznie krajów i korporacji.

Mam wątpliwości, szczególnie duże, kiedy zwolennik teorii globalnego ocieplenia, czlowiek zdaje się obeznany z tematem, prosi abym uzasadnił związek między ilością  promieniowania słonecznego docierającego do Ziemi, czy albedo naszej planety, a temperaturą...

Wpływu człowieka i naszej cywilizacji na środowisko kwestionować nie zamierzam. Niestety jesteśmy bardziej jako gospodarze destruktorami niż budowniczymi. Balans został już dawno zachwiany, jednak nie przez gospodarkę Mongolii, Somalii, czy Pakistanu, ale właśnie przez tych którzy najgłośniej wzywają teraz wszystkich do ratowania tego, do zniszczenia czego się przyczynili najbardziej. Wzywają potrząsając badaniami naukowymi, które niezbicie dowodzą tylko tego, że autor nie jest analfabetą i każą wierzyć, że to troska o środowisko - nic więcej, pochłonęła dwa lata jego pracy i tyleż samo milionów dolarów.

Bardzo lubię naukę i z podziwem odnoszę się do tych, którzy mówią: nie wiem wszystkiego, muszę to zbadać. Znaleźć potwierdzenie lub zaprzeczenie swoich przypuszczeń. Utylitaryzm jednak nigdy ani nauce ani w ogóle myśli człowieka nie służył.

Wracając do ekologii. Czy takim samym "proekologicznym" działaniem jest obecnie nachalne promowanie przez USA GMO, wszelkimi możliwymi kanałami, gdy coraz więcej badań w sposób nie do podważenia mówi o szkodliwości, lub co najmiej każe sprawę gruntownie zbadać, zachowując póki co ostrożność. Ostrożność jak widać multimiliardowemu biznesowi nie przeszkadza, tak jak swego czasu  kompaniom tytoniowym wiedza o szkodliwości palenia nie przeszkadzała przez dziesiątki lat.

Błędne teorie, tworzące błędne fundamenty do błędnych i szkodliwych dla wielu decyzji, kwestionować trzeba.