środa, 19 czerwca 2013

"Nasze matki, nasi ojcowie" - krótka refleksja na gorąco

Obejrzałem druga część filmu "Nasze matki, nasi ojcowie" i naprawdę trochę mi trudno uwierzyć, po tym co tam zobaczyłem dotychczas, że zrobił on w Polsce tyle zamętu. Film jest wstrząsający, bo i sama wojna taka jest. Film można uznać za stronniczy, w tym sensie, że zrobili go Niemcy, a główni bohaterowie to początkowo ciepłe a potem tragiczne postaci.

Oglądając film kilka razy zastanawiałem się po czyjej stronie bym był, gdybym musiał wybrać pośród walczących Niemców i Rosjan, wiedząc to co wiemy dziś. Odpowiednio prowadząc widza można naprawdę wiele.

Tym niemniej uznanie tego filmu przez niektórych za antypolski, piętnujący nasz rzekomo wrodzony antysemityzm, to na podstawie dwóch odcinków uważam za mocno przesądzone.
Szanujmy się bardziej i nie startujmy do mierzenia się z każdym przekłamaniem czy wyolbrzymieniem.

Sądzę że Niemcy mogą po tym filmie odczuwać niepomiernie większy wstyd czy ból z powodu barbarzyństwa, uprzedzeń, braku empatii, których systemówo się dopuszczali ich przodkowie, trzy pokolenia temu. Nie powinno to być dla nas pociechą, ale może być jakąś wskazówką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz