Rzymianie podchodzili do budowy akweduktów bardzo naukowo - oczywiście na miarę tamtych czasów. Budowa akweduktów była naprawdę ogromnym przedsięwzięciem inżynieryjnym: zachowywanie spadków grawitacyjnych, kanały podziemne, prowadzenie nad rzekami i kanałami, odwadnianie przyległych terenów aby zapobiec możliwości skażenia przez wody gruntowe. Sam wybór źródła, z którego czerpano wodę był bardzo staranny - jego integralnym elementem była długotrwała obserwacja stanu zdrowia tubylców, którzy tę wodę na co dzień spożywali. Pełen profesjonalizm, a wszystko po to aby mieć czystą wodę.
W efekcie tego wielkiego przedsięwzięcia, w szczytowym okresie działania akweduktów aż 800 tyś m3 wody dziennie było z odległych źródeł dostarczane do Rzymu drogami wodnymi.
Robi wrażenie - miało robić. Sextus Juliusz Frontinius, który siecią wodociągów techniczne się opiekował, powiedział wprost:
Te wodociągi to główne świadectwo wielkości Cesarstwa Rzymskiego. Czyż można z tymi cudownymi urządzeniami, które dają tak wiele pożytku człowiekowi, porównać bezużyteczne, bezcelowe piramidy egipskie, lub niepotrzebne, chociaż tak sławione, budowle Greków
To czego widać nie było i czego szkodliwości nikt nie podejrzewał
Ołowiane rury - część systemu dystrybucji wody
|
Czy to i nam nie powinno się z czymś kojarzyć?
Mi się kojarzy nie tyle z tym, aby ołowiu (jak i kadmu, rtęci i innych metali ciężkich) jednak nie przyjmować pod żadną postacią. Kojarzy się nieodparcie z tym, że to co określa się "niezaprzeczalnym triumfem myśli ludzkiej", temu trzeba się szczególnie uważnie przyglądać, szczególnie temu czego na pierwszy rzut oka nie widać.
Tym bardziej dziś, kiedy koni trojańskich są całe tabuny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz