Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczepienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczepienia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 sierpnia 2014

Zwłaszcza wolność obliguje do myślenia

Po lekturze dwóch artykułów (jednego naukowego z 2004 oraz drugiego na blogu w USA z tego roku), dochodzę do przekonania, że do zbanowanych przez moją firmę klientów dołączą firmy farmaceutyczne, jako główni domniemani dobrodzieje, a w istocie główni szkodnicy ludzkiego zdrowia. Czy tylko równie łatwo jak przestać mieć takich klientów, będzie przestać być ich klientem? Oby! I oby chcieli świadomie pomagać w tym lekarze - co nie jest wcale oczywiste.

Marketing - w dobie totalnego kłamstwa i wciskania ludziom kitu, powinien być szczególnie odpowiedzialną profesją. Tak myślę i tego się będę trzymał, choć mam wrażenie, że profesja ta i tak może wkrótce stać się najbardziej znienawidzoną przez ludzi, bo coraz mniej (jeśli w ogóle kiedykolwiek) służy człowiekowi i korzystnemu (w porównywalnym stopniu dla sprzedawcy i kupującego) zaspokajaniu RZECZYWISTYCH POTRZEB człowieka, poprzez oferowane produkty czy usługi.

Krótki wycinek na temat marketingu w przemyśle farmaceutycznym, ze wspomnianego artykułu naukowego (cytowanego w innych pracach naukowych już ponad 100 razy), który mam zamiar przetłumaczyć na j.polski w całości niebawem. Nie znalazłem polskiej wersji, a warto by aby zapoznali się z nim, tak zjadacze tabletek jak i lekarze, często chętnie uczący się medycyny od reprezentantów medycznych.


Jak potoczyły się losy autorki tej pracy- nie wiem. Że spadła na nią za ten artykuł ostra krytyka - niewątpliwie. Dzięki ogromnym wydatkom przemysł farmaceutyczny ma wpływy wszędzie. Dość powiedzieć, że w Waszyngtonie zarejestrowanych jest obecnie ok. 1 300 lobbystów branży farmaceutycznej, a wydatki tej branży w latach 1998-2012 na lobbing - te oficjalne - to $2,6mld, (zaraz przed branżą ubezpieczeniową, z kwotą $1,8mld). Udokumentowany jest wpływ lobbystów na finalny kształt setek zapisów prawnych - korzystnych rzecz jasna, dla reprezentowanych przez nich branży. I mówimy cały czas o USA - demokracji stawianej przez wielu za wzorzec.

Obserwując realia polskie, sytuacja wygląda bardzo podobnie i zmierzamy w tym samym kierunku - tak na rynku reklamy (już dziś główni reklamodawcy wielu czołowych mediów to firmy farmaceutyczne, a potem długo, długo nikt...). Tak samo jak zresztą w kwestii świadomości przeciętnego człowieka, że na wszystko od pryszcza, przez zaparcie po brak satysfakcji z życia seksualnego - jest tableteczka, kropeleczki, magiczny plasterek czy maść. Czy szczepioneczka...

Szczepionki to także produkty farmaceutyczne, choć ponadprzeciętnie uprzywilejowane, tak w naszej świadomości (na skutek w ogromnej mierze nie tyle nowych odkryć naukowych co działań marketingowych) i w polskim prawie (wskutek lobbingu). Przytoczę tu zapisy pewnej ważnej ustawy - wnioski zostawię czytelnikom:


Nie jestem i nigdy nie byłem przeciwnikiem naukowości szczepień i nie podważam naukowych zasad immunologii. Nie oznacza to jednak, że wszystko związane ze szczepieniami, jak:
  • ich hurtowa obowiązkowość - nawet w odniesieniu do chorób, z których leczeniem medycyna dawała sobie radę już w latach 50-tych XXw.
  • pozorność oceny stanu zdrowia kwalifikującej do szczepienia - ograniczanie oceny stanu zdrowia do subiektywnego wywiadu (z dorosłym lub dorosłym-rodzicem dziecka), 
  • ilość szczepień, częstotliwość, kumulacja
  • każdy - samodzielnie potencjalnie toksyczny składnik preparatu szczepionkowego, 
  • wiek (liczony w minutach!) kiedy podaje się człowiekowi pierwsze "niezbędne" szczepienia
  • brak odpowiedzialności państwa czy producenta preparatu za jego skutki uboczne
  • brak jasnej ścieżki prawnej i procedur w dochodzeniu swoich praw przez poszkodowanego pacjenta - ich naprawdę nie brakuje
  • brak wiarygodnego i dostępnego publicznie systemu ewidencji niepożądanych odczynów poszczepiennych w Polsce - w USA wskutek nacisku pacjentów taka baza się pojawiła i jest bezcennym źródłem wiedzy o skutkach ubocznych masowych szczepień, także dla celów naukowych. O istnieniu takiej bazy, jak wynika z kilku wypowiedzi medialnych, nie mają pojęcia polscy naukowcy (np. prof. Lidia Brydiak z PZH - zafascynowana pięknem wirusa grypy, która bardzo chętnie odwołuje się do osiągnięć amerykańskich przy każdej możliwej okazji) odpowiedzialni za bezpieczeństwo zdrowotne polskiego społeczeństwa
  • wiele innych ważnych czynników
Czy to wszystko nie podlega żadnej dyskusji i jest do zaakceptowania jak jest, bo tak jest! Wolni ludzie tak nie postępują - nie milczą, zadają pytania i dociekają, w celu znalezienia prawdy i optymalnych rozwiązań, które można uznać za dobre. Tak się dokonywał i dokonuje postęp - rozpoczynając od zakwestionowanie stanu rzeczy, który jest i uznanie go za nieodpowiedni, zły czy niedopuszczalny, a potem dopiero, próbę jego zmiany.

No to jeszcze na koniec drobiazg jaki przytrafił mi się wczoraj za polecenie książki Andreasa Moritza "Szczepienia pełne kłamstw. Szokująca prawda o farmaceutycznych praktykach.". Książki, która pomimo sensacyjnie brzmiącego tytułu, poważnie i rzeczowo traktuje omawiany temat. Widocznie zbyt rzeczowo, dla przeciętnego adresata farmaceutycznych kampanii marketingowych, które są dla niego jedynym miarodajnym źródłem informacji:

Śmiałego wezwania nie poprzedziła zresztą żadna dyskusja - nie licząc tej o moich przymiotach osobistych.

Jako, że Pan Byczkiewicz mieni się społecznikiem i wolnościowcem-libertarianinem, mam dla niego krótkie słowa: zwłaszcza bycie społecznikiem i wolnościowcem obliguje do myślenia - tylko od niewolników się tego nie wymaga.