niedziela, 3 sierpnia 2014

Ewangelia zatracenia Lemańskiego

Lemański, występujący w roli anioła światłości to smutna historia. Przyjmowanie jego "ewangelii" to gwarancja pogorszonego stanu a Jezus w niej to po prostu cool facet, który pojedzie z Tobą na festiwal, przyjara skręta, zaasystuje przy aborcji czy wesprze eutanazję cierpiącego rodzica... To obraz cool-Jezusa, który ten człowiek utrwala. W tym obrazie wiara nie występuje, chyba że wiara w swoją osobistą nieomylność i przekonanie o trafności każdego swojego wyboru!

A gdzie w tym prawda? Gdzie twarda nauka o grzechu, pokucie, wyzwalającej miłości Boga Ojca, który za każdego z nas położył życie swojego Syna, o przemianie życia która w każdym z nas musi się dokonać abyśmy stali się przyjaciółmi Jezusa? Tego brak, o tym cisza.
Gdzie wreszcie mowa o podążaniu za Jezusem, tym codziennym, szukaniu Jego woli, podnoszeniu się z Nim za rękę ze swoich upadków? Tego też brak.

Zostają tylko bajeczki, wygodne dla człowieka i łechcące ucho człowieka, zupełnie Bogu niepodobne. "Ewangelia" ludzkiej buty i zatracenia, do którego zmierzają ci, którzy na słowach tego człowieka polegają. 

To z mojej perspektywy protestanta jest w działalności tego człowieka najgorsze - głoszenie fałszywej drogi, która jako nieprawdziwy obraz Boga (sprzeczny z tym co mówi Biblia) gwarantuje pogorszenie stanu "wyznawców Lemańskiego".

Oby Bóg obrócił to ku dobremu i ludzie, którzy Go szukają odnaleźli Go, nie Jego zaawansowaną intelektualnie, ale jednak tylko atrapę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz