Zielona Góra prze do połączenia z gminą wiejską jak szalona. Teraz już nawet priorytetem nie jest odpowiedź na pytanie: "czy w ogóle warto?" tylko "dlaczego tak się to wlecze?".
Prezydent Zielonej Góry pytany o wyliczenia podpierające racje ekonomiczne manewrów połączeniowych, żąda ode mnie, abym się uwiarygodnił jako osoba zadająca pytania lub podparł się choć jakim autorytetem, który za mną stoi. Nazwał mnie wprost "człowiekiem niewiarygodnym"... No chyba że się uwiarygodnię. Pytanie tylko jako kto mam się uwiarygadniać? Człowiek, któremu zależy na dobru Zielonej Góry, nie mniej niż tym, którzy głośno krzyczą, że im zależy?
Taki atak ad personam to jednak nic nowego, gdy się chce niemerytorycznie odeprzeć merytoryczne wątpliwości. Radnych Gminy Zielona Góra na każdym etapie "pionierskiego połączenia", z którego ktoś - o zgrozo! - chce uczynić modelowe dla reszty kraju, nazywano oficjalnie "interesownymi i przyspawanymi do stołków", wójtowi Mariuszowi Zalewskiemu sugerowano ponadto, i to na dwa dni przed referendum, intencję fałszerstwa, dziennikarzowi Januszowi Życzkowskiemu to, że ustawicznie prezydentowi przerywa i przeszkadza... Każdy kto nie sprzyja - przeszkadza.
Chciałbym więc trochę uwiarygodnić swoje obawy i siebie jako człowieka - puch marny. Niestety, prof. Osękowski - jako połącznikowy autorytet - zapewne by mi odmówił, gdyż miał inną rolę. Postanowiłem jednak poszukać i upewnić się w tym, czy mam rację czy nie. Czy jestem tylko nieudolnym kłamcą i mąciwodą, czy też może jest coś na rzeczy w tym co mówią ci, których od klaskania nie bolą ręce.
Postanowiłem cofnąć się w paleolit, a mianowicie do źródeł ustawy, która gwarantuje dwóm, zgodnie (sic!) łączącym się samorządom, dodatkowe profity. Profity, które stały się główną korzyścią z połączenia, prezentowaną mieszkańcom - chyba, że kogoś bardziej kręci sam fakt mówienia o sobie Zielonogórzanin, a mieszkania na wsi. To oczywiście główna korzyść - całą resztę ufunduje nam za darmo Unia Europejska.
W projekcie ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego w 2003 roku rząd zaproponował zwiększenie udziału w PIT dla nowopowstałej jednostki samorządowej o 1 punkt procentowy przez 5 lat, co miało stymulować łączenie się samorządów - szczególnie tych słabych (w przypadku łączenia Zielonej Góry mówimy silniej na tle reszty regionu gminie wiejskiej i silnym, choć średnim ludnościowo mieście). W ekspertyzie zleconej przez Sejm czytamy w odniesieniu do tego projektu ustawy:
Powtórzmy: szczególnie dyskusyjne jest łączenie miasta na prawie powiatu i gminy wiejskiej? Ależ nie! W pionierskim wydaniu mojego rodzinnego miasta, o żadnej dyskusyjności, ani tym bardziej dyskusji, nie ma mowy! Wszelkie wątpliwości można zbyć słowem: "bzdura!", albo równie wyważonym "nie znasz się Pan!". Po za tym, czy ktoś zadał sobie trud dowiedzenia, że w wyniku połączenia miasta z gminą zielonogórską powstanie w istocie silniejsza i bardziej efektywna ekonomicznie jednostka, czy może pozwolono nam wierzyć, że "duży może więcej" a więcej musi znaczyć lepiej?
Wracając do ustawy. Jeden punkt procentowy ekstra trudno było rzeczywiście nazwać jakimś impulsem. Trudno też było mówić o szczodrości budżetu centralnego wobec samorządów, które chcą się łączyć. Ostatecznie - w komisji sejmowej - zmieniono zapis o wysokości "bonusa" z jednego na pięć punktów procentowych. Już wówczas jednak niektórzy posłowie, po konsultacjach z samorządowcami, postulowali zwiększenie poziomu tej zachęty i/lub uczynienia ją bezterminową, co stało się wnioskami mniejszości, odrzuconymi później przez rządzącą wówczas koalicję - wiadomo zresztą jaką...:
Jeszcze jedna - tym razem opinia:
Takie słowa padły w 2003 z trybuny sejmowej... I można by to uznać za populistyczną licytację - gdyby nie to, co pokazało kolejne 10 lat życia art. 41. omawianej ustawy oraz delegowanie samorządom nowych zadań, niekoniecznie delegując adekwatne środki. Co pokazało życie owej ustawy wyraziło najlepiej Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji w ubiegłym roku:
http://www.senat.gov.pl/gfx/senat/userfiles/_public/k8/dokumenty/stenogram/oswiadczenia/person/3201o.pdf
Przyznam, że losy tego projektu nie są mi znane, choć można stwierdzić, że proponowane zmiany byłyby korzystne w naszym przypadku - przynajmniej chwilowo, z punktu widzenia "bonusa". Faktem pozostaje jednak, że obecne prawo, w opinie samego rządu jest dalece mało zachęcające dla łączenia samorządów, co pokazuje 10lat jego martwoty.
Po tym jak jednostronna była kampania połączeniowa, po tym jak odmówiono mieszkańcom rzetelnej debaty i informacji a mieszkańcom miasta nawet wyrażenia swojej woli w referendum (pod pretekstem czasu i kosztów) - zastępując to swoistym "audiotele", to doprawdy niezrozumiałe, dlaczego Zielona Góra - miasto o wyjątkowym charakterze i klimacie, o którego zachowanie przede wszystkim władze miejskie powinny walczyć, zamiast wykorzystywać te walory i potencjał, które już posiada (obecnie jest przecież w gronie TOP18 miast w Polsce), stara się w kosztowny i forsowny sposób i nie bez sprzeciwu wielu mieszkańców, nabywać nowe aktywa. Dlaczego pozwala się mieszkańcom wierzyć, że Unia Europejska ufunduje nam nowe miasto, nawet takie o którym niekoniecznie marzą mieszkańcy, a tylko jego włodarze? Słyszałem zachwyt, jak to cudownie będzie mieszkać w Zielonej Górze leżącej nad rzeką, zupełnie zapominając, że ta rzeka czasem wylewa. Zapominając też, że jeszcze lepiej kiedy miasto ma swą lewo- i prawobrzeżną część. Może pójść od razu za ciosem? Unia wybuduje nam mosty, a nasi młodzi mieszkańcy.... wyjadą do krajów Unii na nie zarobić?
Doprawdy, to niezrozumiałe dlaczego ktoś z dobrego zawodnika wagi średniej chce zrobić koniecznie zawodnika wagi superciężkiej...
Na "wzorcowe połączenie" nie ma już szans - nie chcemy chyba aby w Polsce powielano zielonogórskie epitety. Wciąż jest szansa na mądre współdziałanie. Skoro miasto to ludzie, to ono wydaje się najważniejsze. Trzeba się jednak najpierw uwiarygodnić i teraz Pana kolej Panie Prezydencie!
Prezydent Zielonej Góry pytany o wyliczenia podpierające racje ekonomiczne manewrów połączeniowych, żąda ode mnie, abym się uwiarygodnił jako osoba zadająca pytania lub podparł się choć jakim autorytetem, który za mną stoi. Nazwał mnie wprost "człowiekiem niewiarygodnym"... No chyba że się uwiarygodnię. Pytanie tylko jako kto mam się uwiarygadniać? Człowiek, któremu zależy na dobru Zielonej Góry, nie mniej niż tym, którzy głośno krzyczą, że im zależy?
Taki atak ad personam to jednak nic nowego, gdy się chce niemerytorycznie odeprzeć merytoryczne wątpliwości. Radnych Gminy Zielona Góra na każdym etapie "pionierskiego połączenia", z którego ktoś - o zgrozo! - chce uczynić modelowe dla reszty kraju, nazywano oficjalnie "interesownymi i przyspawanymi do stołków", wójtowi Mariuszowi Zalewskiemu sugerowano ponadto, i to na dwa dni przed referendum, intencję fałszerstwa, dziennikarzowi Januszowi Życzkowskiemu to, że ustawicznie prezydentowi przerywa i przeszkadza... Każdy kto nie sprzyja - przeszkadza.
Chciałbym więc trochę uwiarygodnić swoje obawy i siebie jako człowieka - puch marny. Niestety, prof. Osękowski - jako połącznikowy autorytet - zapewne by mi odmówił, gdyż miał inną rolę. Postanowiłem jednak poszukać i upewnić się w tym, czy mam rację czy nie. Czy jestem tylko nieudolnym kłamcą i mąciwodą, czy też może jest coś na rzeczy w tym co mówią ci, których od klaskania nie bolą ręce.
Postanowiłem cofnąć się w paleolit, a mianowicie do źródeł ustawy, która gwarantuje dwóm, zgodnie (sic!) łączącym się samorządom, dodatkowe profity. Profity, które stały się główną korzyścią z połączenia, prezentowaną mieszkańcom - chyba, że kogoś bardziej kręci sam fakt mówienia o sobie Zielonogórzanin, a mieszkania na wsi. To oczywiście główna korzyść - całą resztę ufunduje nam za darmo Unia Europejska.
W projekcie ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego w 2003 roku rząd zaproponował zwiększenie udziału w PIT dla nowopowstałej jednostki samorządowej o 1 punkt procentowy przez 5 lat, co miało stymulować łączenie się samorządów - szczególnie tych słabych (w przypadku łączenia Zielonej Góry mówimy silniej na tle reszty regionu gminie wiejskiej i silnym, choć średnim ludnościowo mieście). W ekspertyzie zleconej przez Sejm czytamy w odniesieniu do tego projektu ustawy:
Nowym rozwiązaniem w stosunku do obowiązującego stanu prawnego jest posługiwanie się przez organy państwowe udziałami w podatku dochodowym od osób fizycznych – jako instrumentem zachęcającym jednostki samorządu terytorialnego do łączenia się gmin i powiatów. W tym przypadku udział w wymienionym podatku zostanie powiększony o 1 punkt procentowy w okresie 5 lat.
Pobudzanie gmin oraz powiatów do łączenia się należy ocenić pozytywnie, gdyż może to przyczynić się do powstania silniejszych ekonomicznie jednostek samorządu terytorialnego. Powinno to jednak wypływać z inicjatywy zainteresowanych jednostek, a nie odbywać się w sposób nakazowy. Dyskusyjne byłoby szczególnie łączenie miast na prawach powiatu z gminami wiejskimi. Można też mieć wątpliwości, czy wzrost udziału w omawianym podatku o 1 punkt procentowy będzie dostatecznie silnym bodźcem w przedstawionym zakresie.
- - OPINIA z dn. 18-07-2003r. na temat rządowego projektu ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego, dr hab. Emilia Denek, prof. nadzw. Akademii Ekonomicznej w Poznaniu (http://orka.sejm.gov.pl/rexdomk4.nsf/Opwsdr?OpenForm&1732)
Powtórzmy: szczególnie dyskusyjne jest łączenie miasta na prawie powiatu i gminy wiejskiej? Ależ nie! W pionierskim wydaniu mojego rodzinnego miasta, o żadnej dyskusyjności, ani tym bardziej dyskusji, nie ma mowy! Wszelkie wątpliwości można zbyć słowem: "bzdura!", albo równie wyważonym "nie znasz się Pan!". Po za tym, czy ktoś zadał sobie trud dowiedzenia, że w wyniku połączenia miasta z gminą zielonogórską powstanie w istocie silniejsza i bardziej efektywna ekonomicznie jednostka, czy może pozwolono nam wierzyć, że "duży może więcej" a więcej musi znaczyć lepiej?
Wracając do ustawy. Jeden punkt procentowy ekstra trudno było rzeczywiście nazwać jakimś impulsem. Trudno też było mówić o szczodrości budżetu centralnego wobec samorządów, które chcą się łączyć. Ostatecznie - w komisji sejmowej - zmieniono zapis o wysokości "bonusa" z jednego na pięć punktów procentowych. Już wówczas jednak niektórzy posłowie, po konsultacjach z samorządowcami, postulowali zwiększenie poziomu tej zachęty i/lub uczynienia ją bezterminową, co stało się wnioskami mniejszości, odrzuconymi później przez rządzącą wówczas koalicję - wiadomo zresztą jaką...:
9) w art. 41:Oczywiście: przy proponowanym przez rząd wyjściowo marnym punkcie procentowym przez pięć lat, chęć dojścia przez mniejszość do bezterminowych dziesięciu, można by uznać za populistyczną licytację.
a) w ust. 1 wyrazy „w okresie 5 lat” zastąpić wyrazami „w okresie 10 lat” a wyrazy „pięć punktów procentowych” zastąpić wyrazami „dziesięć punktów procentowych”,
b) w ust. 2 wyrazy „w okresie 5 lat” zastąpić wyrazami „w okresie 10 lat” a wyrazy „pięć punktów procentowych” zastąpić wyrazami „dziesięć punktów procentowych”;
10) w art. 41 w ust. 1 i 2 skreślić wyrazy „ , w okresie 5 lat”;
11) w art. 41:
a) w ust. 1 po wyrazach „o pięć punktów procentowych” dodać wyrazy „ , z zastrzeżeniem ust. 2”,
b) po ust. 1 dodać nowy ust. ... w brzmieniu:
„... Dla gminy powstałej w wyniku połączenia dwóch lub więcej gmin, których siedzibami organów były miejscowości nieposiadające praw majątkowych, wskaźnik udziału we wpływach z podatku dochodowego od osób fizycznych, określonych w art. 4 ust. 2, w okresie 5 lat począwszy od dnia 1 stycznia roku następującego po roku, w którym nastąpiło połączenie, jest zwiększony o dziesięć punktów procentowych.”; http://orka.sejm.gov.pl/Druki4ka.nsf/%28$vAllByUnid%29/8621CB35D88DCF9EC1256DBA0047FA96/$file/2065.pdf)
Jeszcze jedna - tym razem opinia:
Jako drugi przykład niekonsekwencji podajmy przepisy art. 41, które mają zachęcać przy pomocy instrumentów ekonomicznych do łączenia się gmin i powiatów. (...) pozostał zapis, że ten bonus przysługuje tylko przez 5 lat. Pytanie: dlaczego nie przez cały okres połączenia? Na to rząd nie potrafił odpowiedzieć jednoznacznie. Projekt odpowiedniej poprawki znajduje się we wnioskach mniejszości.
(...)
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Czas na wyświetlenie, jaki jest prawdziwy cel wprowadzenia w życie tej ustawy. Określił go sam projektodawca, czyli rząd, w uzasadnieniu do projektu. Otóż czytamy tam: ˝Proponowane rozwiązania dotyczące systemu finansów samorządowych zmierzają m.in. do mocniejszego związania sytuacji finansowej jednostek samorządu terytorialnego z koniunkturą gospodarki państwa˝. Mówiąc prostym, ludzkim językiem, a nie urzędniczą nowomową - rząd zamierza podzielić się biedą i deficytem budżetowym państwa z samorządami. To ogrom przyszłorocznej dziury budżetowej stoi u źródła tego projektu. Trzeba przecież zapłacić składkę unijną, wpłatę na konta bogatszych od nas Europejczyków. Skąd na to wziąć pieniądze?"
- - Poseł Jerzy Czerwiński, 17.10.2003r. http://orka2.sejm.gov.pl/Debata4.nsf/9a905bcb5531f478c125745f0037938e/e4c4e20fa4c9af29c1257475003b7384?OpenDocument
Takie słowa padły w 2003 z trybuny sejmowej... I można by to uznać za populistyczną licytację - gdyby nie to, co pokazało kolejne 10 lat życia art. 41. omawianej ustawy oraz delegowanie samorządom nowych zadań, niekoniecznie delegując adekwatne środki. Co pokazało życie owej ustawy wyraziło najlepiej Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji w ubiegłym roku:

http://www.senat.gov.pl/gfx/senat/userfiles/_public/k8/dokumenty/stenogram/oswiadczenia/person/3201o.pdf
Przyznam, że losy tego projektu nie są mi znane, choć można stwierdzić, że proponowane zmiany byłyby korzystne w naszym przypadku - przynajmniej chwilowo, z punktu widzenia "bonusa". Faktem pozostaje jednak, że obecne prawo, w opinie samego rządu jest dalece mało zachęcające dla łączenia samorządów, co pokazuje 10lat jego martwoty.
Po tym jak jednostronna była kampania połączeniowa, po tym jak odmówiono mieszkańcom rzetelnej debaty i informacji a mieszkańcom miasta nawet wyrażenia swojej woli w referendum (pod pretekstem czasu i kosztów) - zastępując to swoistym "audiotele", to doprawdy niezrozumiałe, dlaczego Zielona Góra - miasto o wyjątkowym charakterze i klimacie, o którego zachowanie przede wszystkim władze miejskie powinny walczyć, zamiast wykorzystywać te walory i potencjał, które już posiada (obecnie jest przecież w gronie TOP18 miast w Polsce), stara się w kosztowny i forsowny sposób i nie bez sprzeciwu wielu mieszkańców, nabywać nowe aktywa. Dlaczego pozwala się mieszkańcom wierzyć, że Unia Europejska ufunduje nam nowe miasto, nawet takie o którym niekoniecznie marzą mieszkańcy, a tylko jego włodarze? Słyszałem zachwyt, jak to cudownie będzie mieszkać w Zielonej Górze leżącej nad rzeką, zupełnie zapominając, że ta rzeka czasem wylewa. Zapominając też, że jeszcze lepiej kiedy miasto ma swą lewo- i prawobrzeżną część. Może pójść od razu za ciosem? Unia wybuduje nam mosty, a nasi młodzi mieszkańcy.... wyjadą do krajów Unii na nie zarobić?
Doprawdy, to niezrozumiałe dlaczego ktoś z dobrego zawodnika wagi średniej chce zrobić koniecznie zawodnika wagi superciężkiej...

Na "wzorcowe połączenie" nie ma już szans - nie chcemy chyba aby w Polsce powielano zielonogórskie epitety. Wciąż jest szansa na mądre współdziałanie. Skoro miasto to ludzie, to ono wydaje się najważniejsze. Trzeba się jednak najpierw uwiarygodnić i teraz Pana kolej Panie Prezydencie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz