
Dołączenie do sporej rzeszy kilkudziesięciu tysięcy cerberów publicznego grosza przez kilkuset kapelanów, księży, wikariuszy, popów, pastorów, sióstr sprawi, że znikną w tłumie. Choć niestety - w tłumie w większości marnotrawców!
Dariusz Rosati, zeznając niedawno w sprawie przeciwko zarządowi Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej (WGI), opisywał, na czym polegała jego praca w radzie nadzorczej zależnego WGI TFI.
— Na niczym. Spotykaliśmy się raz na kilka miesięcy, żeby się dowiedzieć, czy wniosek o utworzenie funduszu zyskał akceptację władz. Spółka nie funkcjonowała.Dobrze, że choć pensja członka rady wpływała regularnie - inaczej pewnie Rosati by rzucił tę katorgę nic nie robienia. Wtóruje mu z równie rozbrajającą szczerością prof. Witold Orłowski, który zasiadał w tej samej radzie, z tym że poszerza to o konkluzję natury ogólnej, że konstrukcja rad nadzorczych w Polsce nie daje gwarancji, że spółka działa prawidłowo, bo rada nie ma zbyt wielu uprawnień, mając często wgląd tylko w publicznie dostępne dane spółki.
Ktoś jednak taką konstrukcję stworzył i ktoś ją prawnie sankcjonuje, bo to najlepsza konstrukcja dla politycznej przechowalni. Brać pieniądze za pracę i posługę jako duchowny - oj nie, to grzech w nowoczesnym tolerancyjnym państwie świeckim. Co innego brać pieniądze za niemoc i nierobienie niczego, ale za to za bycie namaszczonym, zgodnie z literą Kodeksu Handlowego - to zupełnie co innego?
Szkoda, że pieniądze te same!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz