Udostępniłem kilka dni temu na swoim Facebooku tekst Pastora Pawła Bartosika, w którym pisze on, wg. mnie trafnie, o podziale jaki wprowadził Festiwal Nadziei. W odpowiedzi usłyszałem, że "żyję w innym świecie", kiedy wiem, tak z Facebooka jak i z reala, że Festiwal Nadziei rzeczywiście zrodził podział wśród ewangelicznych chrześcijan w bardzo wielu miejscach w Polsce.
Nie wiem tak naprawdę w czym tkwi problem. Może w tym, że to pomysł importowany z USA (gdzie wszystko IS VERY BIG), który próbujemy trochę na siłę i nie bez organizacyjnych trudności kraju niezamożnego, przenieść do Polski? Może w czymś zupełnie innym - nie potrafię i nie chcę rozstrzygać.
Na wstępie musze podkreślić, że nie przekreślam żadnego członka Kościoła Rzymskokatolickiego ani samego Festiwalu Nadziei - za organizacją którego stoją wkład, szczere zaangażowanie i zdolności bardzo wielu ludzi, których wielu znam i osobiście cenię - jak i licznych katolików, a których Bóg ceni jeszcze bardziej!
Wracając do Festiwalu. Bóg jeśli zechce może sprawić, że kamienie będą wołać - być może przyzna się i do tego wydarzenia. Może choć jedna osoba autentycznie się tam nawróci i pójdzie za Jezusem, dochodząc dalej od piszącego te słowa czy ktokolwiek kogo znam... I będzie akurat ta osoba, za której sprawą Bóg przyciągnie do siebie miliony za jakiś czas? Wydaje mi się jednak, że ta brama jest zbyt wielka i zbyt szeroka, kiedy Jezus mówił o wąskiej. Słyszałem niestety, też to, że do 1000 osobowego chóru, który ma zaśpiewać na cześć Boga podczas FN - mogli swobodnie dołączać także np. ateiści... (!) Nawrócenie przez udział w 1000-osobowej grupie uwielbienia?
Co do samej instytucji Kościoła Rzymskiego i jej dogmatów mam oczywiście fundamentalne zastrzeżenia, gdybym nie miał, byłbym nadal katolikiem. I w tym tkwi mój główny problem z Festiwalem. Protestanci w Polsce - chyba czas uświadomić sobie oczywistość: ponad 90% Polaków to Katolicy i jeśli komuś mamy zwiastować Dobrą Nowinę - Ewangelię, o której sam Jezus powiedział, że jest prosta, a nie wymagająca doktoratów z teologii, to nie zwiastować instytucjonalnie połączeni z katolikami, tylko przede wszystkim im samym. Ewangelię prostą, pozbawioną świętych obrazów, ornamentów, pośredników, orędowników innych niż Jezus! Chyba, że uznamy, że to, w co wierzymy my jak i katolicy, jest nieprawdą, ledwie kanonem wierzeń, praktyk i rytuałów religijnych.
Ekumenizm, to ludzki wymysł, czyli nie od dobrego pochodzi, Mieści się on mniej więcej w tym samym duchu humanizmu, co równość praw wszystkich orientacji seksualnych i kto wie, czy nie ma doprowadzić do powstania jednej antychrystusowej religii ("anty-" - oznacza nie tylko przeciw, ale również zamiast Chrystusa!). Ale bycie przeciw ekumenizmowi jako podejściu, nie oznacza wcale bycia przeciw najważniejszemu przykazaniu!
To jednak dość naiwne sądzić, że jak się wszyscy sobie ostentacyjnie rzucimy w ramiona i będziemy wyznawać stworzonego przez ludzi "eklektycznego" nieprawdziwego Boga, to zapanuje od tego prawdziwy "pokój i bezpieczeństwo" - to pozostaną tylko ludzkie gesty i uczucia. Ale my żyjemy w czasach ostatecznych, naprawdę, i o różnych "cudach" jeszcze usłyszymy...
1 Tesaloniczan 5:1 Nie potrzeba wam, bracia, pisać o czasach i chwilach. 2 Sami bowiem dokładnie wiecie, że dzień Pański przyjdzie tak, jak złodziej w nocy. 3 Kiedy bowiem będą mówić: Pokój i bezpieczeństwo - tak niespodzianie przyjdzie na nich zagłada, jak bóle na brzemienną, i nie ujdą. 4 Ale wy, bracia, nie jesteście w ciemnościach, aby ów dzień miał was zaskoczyć jak złodziej. 5 Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia. Nie jesteśmy synami nocy ani ciemności. 6 Nie śpijmy przeto jak inni, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwi!Warto też pamiętać co mówi Słowo o tym czasie i o "przebudzeniu" (zwiastowaniu Ewangelii po całej ziemi), które nadejdzie. Wstępem i towarzyszem tego przebudzenia będzie także zwiedzenie, ale zwiedzenie nie tylko sług ciemności, ale i wyznawców Boga (Mateusza 24:1-42).
Nawiązując wreszcie do tytułu. Jezus powiedział już 2000 lat temu, że "żniwo jest wielkie, ale robotników mało". Nie tęsknił za ekumenicznym porozumieniem liderów wspólnot i organizacji zrzeszających wspólnoty, którzy coś tam między sobą uradzą i podadzą do wierzenia jako prawdę. Nie tęsknił też za brakiem kombajnów, czy kombajnistów, tylko zwykłych robotników, którzy własnymi rękoma zbierają kłos, po kłosie.
Z pozdrowieniem i szacunkiem do wszystkich!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz