Spójrzcie: skoro np. o kompetencjach sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którego rozstrzygnięcia
są ostateczne, mówi ona tylko to, że powinni "wyróżniać się wiedzą prawniczą" (dlaczego nie jest to moja ciotka?) a z drugiej strony wyjmuje ich spod jakiejkolwiek odpowiedzialności konstytucyjnej (np. przed Trybunałem Stanu) i daje w praktyce immunitet nawet za przestępstwa pospolite...
To o jakiej my demokracji stawiającej w centrum suwerenny Naród my w istocie mówimy? Mamy dwóch - jak nie więcej suwerenów.
Czy umie ktoś logicznie pogodzić brak szczególnych konstytucyjnych wymagań co do kompetencji sędziów Trybunału, ostateczność jego rozstrzygnięć oraz brak odpowiedzialności sędziów innej niż przed Bogiem i historią? Ja tego nie potrafię, tak jak nie potrafię uznać, że Konstytucją z 1997 roku ustanowiono w Polsce ustrój demokratyczny. Raczej skłaniam się do tego, że pod demokrację podłożono bombę z opóźnionym zapłonem.
P. S.
Czy mi się zdawało, czy to nie przewodniczącego TK widziałem w mediach podczas zakazanej Konstytucją "działalności publicznej nie dającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów"? Tak, to był chyba on, ale w sprawie tego co widziałem rozstrzygnie dopiero Trybunał Konstytucyjny, tak jak umie. A jeśli artykułowanie swojego prywatnego stanowiska w programach publicystycznych nie jest działalnością publiczną, to czym jest?
![]() |
Prof. Andrzej Rzepliński w "Piaskiem po oczach" |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz