czwartek, 22 maja 2014

Korwin-Mikke nie rozumie co to gwałt? Czy aby na pewno to powiedział?


Sensacyjne nagłówki obiegły portale informacyjne, napędzając kliknięcia i ciesząc reklamobiorców. Cieszą także tych, którzy w rzekomym (o czym za chwilę) powinięciu się nogi Korwin-Mikkego, widzą szansę na powiększenie swego elektoratu (zupełnie zresztą poza logiką, bo elektorat JKM nie wydaje się wymienny na cokolwiek na polskim ringu politycznym). 
Miał wyrazić tę właśnie myśl w programie "Dziubek od starego czajniczka", znanym pod handlową nazwą "Kropka nad I". Krótko o tym, dlaczego sądzę, że tak nie było, a Janusz Korwin-Mikke powiedział coś, do czego właściwego zrozumienia nie trzeba się specjalnie wysilać - a wprost przeciwnie! - do czego opacznego rozumienia trzeba się przyłożyć?

Cóż takiego powiedział JKM?

Proponuję najpierw obejrzeć, ale uważnie, początek tego programu, a jeszcze lepiej całość: zwłaszcza to, co Korwin-Mikke mówi, nie pierwszy raz zresztą, o baronach UE. Oni nie mają powodu, aby go w Parlamencie Europejskim wyczekiwać, ani nawet, możliwie skutecznej przecież próbie jego kandydowania, sprzyjać. 

Stwierdzenie, że "kobiety zawsze stawiają opór..." pada wyraźnie - wyraźnie! - w kontekście małżeństwa, a nie damsko-męskich kontaktów w szkole, w pracy, na ulicy czy po dyskotece w stanie upojenia. Jest to dokładnie wprost wyrażenie myśli, że kobieta chce być przez swego męża zdobywana. Z drugiej strony on też o wiele bardziej spełniony może być w roli zdobywcy (także jej ciała!) niż jako samiec rozpłodowy. Może ktoś z mężów albo żon temu zaprzeczyć? Każda inna interpretacja jest wyjmowaniem słów - w tej "delikatnej sprawie" (co podkreślił Korwin-Mikke) - z kontekstu. JKM nie nawołuje do gwałtów, ani nie pokazuje, że nie rozumie, co to gwałt. Co ważniejsze, mówi rzecz istotną: "każdy powinien wiedzieć, kiedy wolno" - nie zastąpią tego żadne kodeksy ani konwencje, z czym się w 100% zgadzam.

Więc czy Janusz Korwin-Mikke jest za gwałceniem kobiet? Trudno wyobrazić sobie większy przedwyborczy humbug i próbę stygmatyzacji kogoś, kto zagraża establishmentowi - no może poza tym, gdyby chodziło o krzywdzenie dzieci, ale to "oręż" zarezerwowany do zwalczania innych grup społecznych - wiecie jakich. To celowe działanie mające sprawić, że wszystko pozostanie "tak jak jest" i co działa tak, jak widać. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości, że tak po prostu jest większości rządzących, ale mniejszości ich wyborców, po prostu dobrze, a naszą, obywateli rolą, jest po prostu to co 4 lata przyklepywać i legitymizować.

Muszka to nie atrybut chama - instrukcja wiązania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz