Nie jestem do końca przekonany co do sensowności ogólnokrajowe referendum w sprawie "6-laktów w szkolnych ławkach", bo nie bardzo widzę za zasadne aby w plebiscycie uczestniczyli ludzie, którzy mają: albo już dzieci odchowane i 60 lat na karku albo takie, które przed rodzicielstwem wybrały zawrotną karierę w międzynarodowej korpo lub "święty" spokój i luzik.
Tym niemniej: pomysł zapędzania do ławek pełnych energii i ochoty na zabawę 6-laktów i przynoszenie przez nie w 8kg tornistrze zadań domowych, był, jest i pozostanie poronionym. I nie usprawiedliwią go żadne opinie autorytetów twierdzących, o zgrozo!, że:
rozpoczęcie nauki we wczesnym dzieciństwie daje utrzymującą się przez całe życie przewagę nad innymi - mówi ta reklama! Mówi także głosem profesora: nie zastanawiaj się...!
Ale ja się chcę zastanawiać - po to się edukowałem przez kilkanaście lat! To zadziwiające, że profesor mówi do mnie, ojca, z telewizora: "nie zastanawiaj się, poślij sześciolatka do I klasy!". Czy wzywa mnie do bierności czy po prostu do nie myślenia? W każdym razie: w dziwną go obsadzono rolę. Poza tym - tak mi mówi doświadczenie - w życiu ważniejsza od ilości zgromadzonej wiedzy i czasu jej gromadzenia, jest jej jakość!
Głos żadnej kadencyjnej Pani Ministry, która dziś jest a jutro jej nie ma, nie może być ważniejszy od artykułowanej jasno woli rodziców, ale także i doświadczonych wychowawców przedszkolnych czy nauczycieli nauczania początkowego.
Jeśli jednak referendum jest jedynym sposobem na zatrzymanie tej lawiny szaleństwa - bo jestem pewien, że to nie koniec "rewolucji" w oświacie, bo zasada "małych kroków" jest powszechnie znana a w polityce nagminnie praktykowana, to jestem za takim referendum i prawem wszystkich do głosu.
Zatrzymanie tej "reformy", która niczego w istocie nie ma na celu poprawiać, ma też inny, dalekosiężny cel:
Jeśli teraz pozwolimy politykom w ich decyzjach tak jawnie ignorować rodziców, ich racje i prawo do stanowienia w kwestiach najważniejszych, bo dotyczących ich dzieci, to efekt naszej bierności może być opłakany, stanowiąc szeroką bramę do dalszych szkodliwych decyzji i zmian.
Jeśli teraz będziemy milczeć, to kiedy będziemy mówić?!
Niestety,
póki co rząd wykazuje w forsowaniu tej "reformy" irracjonalną, niespotykaną w wielu innych dziedzinach jego działalności determinację: poza logiką, poza ekonomią, poza demokratycznymi mechanizmami (przecież
to wróci rykoszetem), zupełnie tak jakby nacisk pochodził z jakiegoś
innego ośrodka decyzyjnego. Być może brukselskiego? Nie jest z pewnością kluczem do poprawy stanu i poziomu polskiej oświaty posłanie 6-latków do szkół. Skąd więc to parcie na zmiany? Musi chodzić o co innego.
Przemyśl to i podpisz wniosek za referendum w tej sprawie lub włącz się w zbieranie podpisów!
Więcej:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz