Marketing - w dobie totalnego kłamstwa i wciskania ludziom kitu, powinien być szczególnie odpowiedzialną profesją. Tak myślę i tego się będę trzymał, choć mam wrażenie, że profesja ta i tak może wkrótce stać się najbardziej znienawidzoną przez ludzi, bo coraz mniej (jeśli w ogóle kiedykolwiek) służy człowiekowi i korzystnemu (w porównywalnym stopniu dla sprzedawcy i kupującego) zaspokajaniu RZECZYWISTYCH POTRZEB człowieka, poprzez oferowane produkty czy usługi.
Krótki wycinek na temat marketingu w przemyśle farmaceutycznym, ze wspomnianego artykułu naukowego (cytowanego w innych pracach naukowych już ponad 100 razy), który mam zamiar przetłumaczyć na j.polski w całości niebawem. Nie znalazłem polskiej wersji, a warto by aby zapoznali się z nim, tak zjadacze tabletek jak i lekarze, często chętnie uczący się medycyny od reprezentantów medycznych.
Jak potoczyły się losy autorki tej pracy- nie wiem. Że spadła na nią za ten artykuł ostra krytyka - niewątpliwie. Dzięki ogromnym wydatkom przemysł farmaceutyczny ma wpływy wszędzie. Dość powiedzieć, że w Waszyngtonie zarejestrowanych jest obecnie ok. 1 300 lobbystów branży farmaceutycznej, a wydatki tej branży w latach 1998-2012 na lobbing - te oficjalne - to $2,6mld, (zaraz przed branżą ubezpieczeniową, z kwotą $1,8mld). Udokumentowany jest wpływ lobbystów na finalny kształt setek zapisów prawnych - korzystnych rzecz jasna, dla reprezentowanych przez nich branży. I mówimy cały czas o USA - demokracji stawianej przez wielu za wzorzec.
Obserwując realia polskie, sytuacja wygląda bardzo podobnie i zmierzamy w tym samym kierunku - tak na rynku reklamy (już dziś główni reklamodawcy wielu czołowych mediów to firmy farmaceutyczne, a potem długo, długo nikt...). Tak samo jak zresztą w kwestii świadomości przeciętnego człowieka, że na wszystko od pryszcza, przez zaparcie po brak satysfakcji z życia seksualnego - jest tableteczka, kropeleczki, magiczny plasterek czy maść. Czy szczepioneczka...
Szczepionki to także produkty farmaceutyczne, choć ponadprzeciętnie uprzywilejowane, tak w naszej świadomości (na skutek w ogromnej mierze nie tyle nowych odkryć naukowych co działań marketingowych) i w polskim prawie (wskutek lobbingu). Przytoczę tu zapisy pewnej ważnej ustawy - wnioski zostawię czytelnikom:
Nie jestem i nigdy nie byłem przeciwnikiem naukowości szczepień i nie podważam naukowych zasad immunologii. Nie oznacza to jednak, że wszystko związane ze szczepieniami, jak:
- ich hurtowa obowiązkowość - nawet w odniesieniu do chorób, z których leczeniem medycyna dawała sobie radę już w latach 50-tych XXw.
- pozorność oceny stanu zdrowia kwalifikującej do szczepienia - ograniczanie oceny stanu zdrowia do subiektywnego wywiadu (z dorosłym lub dorosłym-rodzicem dziecka),
- ilość szczepień, częstotliwość, kumulacja
- każdy - samodzielnie potencjalnie toksyczny składnik preparatu szczepionkowego,
- wiek (liczony w minutach!) kiedy podaje się człowiekowi pierwsze "niezbędne" szczepienia,
- brak odpowiedzialności państwa czy producenta preparatu za jego skutki uboczne
- brak jasnej ścieżki prawnej i procedur w dochodzeniu swoich praw przez poszkodowanego pacjenta - ich naprawdę nie brakuje
- brak wiarygodnego i dostępnego publicznie systemu ewidencji niepożądanych odczynów poszczepiennych w Polsce - w USA wskutek nacisku pacjentów taka baza się pojawiła i jest bezcennym źródłem wiedzy o skutkach ubocznych masowych szczepień, także dla celów naukowych. O istnieniu takiej bazy, jak wynika z kilku wypowiedzi medialnych, nie mają pojęcia polscy naukowcy (np. prof. Lidia Brydiak z PZH - zafascynowana pięknem wirusa grypy, która bardzo chętnie odwołuje się do osiągnięć amerykańskich przy każdej możliwej okazji) odpowiedzialni za bezpieczeństwo zdrowotne polskiego społeczeństwa
- wiele innych ważnych czynników
No to jeszcze na koniec drobiazg jaki przytrafił mi się wczoraj za polecenie książki Andreasa Moritza "Szczepienia pełne kłamstw. Szokująca prawda o farmaceutycznych praktykach.". Książki, która pomimo sensacyjnie brzmiącego tytułu, poważnie i rzeczowo traktuje omawiany temat. Widocznie zbyt rzeczowo, dla przeciętnego adresata farmaceutycznych kampanii marketingowych, które są dla niego jedynym miarodajnym źródłem informacji:
Proszę skazać @M_Poniedzialek na społeczny ostracyzm za sprzeciw wobec szczepionek.
— Bartek Byczkiewicz (@BByczkiewicz) sierpień 20, 2014
Śmiałego wezwania nie poprzedziła zresztą żadna dyskusja - nie licząc tej o moich przymiotach osobistych.
Jako, że Pan Byczkiewicz mieni się społecznikiem i wolnościowcem-libertarianinem, mam dla niego krótkie słowa: zwłaszcza bycie społecznikiem i wolnościowcem obliguje do myślenia - tylko od niewolników się tego nie wymaga.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz