Właśnie prezydent się dziś pochwalił, że uznał rodzinę za podstawowe miejsce przemocy wobec kobiet, a przemoc za główny mechanizm społeczny za pomocą którego mężczyźni historycznie zmuszali i nadal zmuszają kobiety do podporządkowania sobie. Taka to wizja świata, którą konwencja w swej preamebule uznaje za niepodważalną.
Wszystko obficie polane lukrem państwowej troski o los kobiet oraz dziewcząt do 18 roku życia. Zastanawiam się jak w praktyce będzie wyglądać np. wyeliminowanie domowej "przemocy ekonomicznej" rodziców wobec córek i co za taką przemoc zostanie uznane... Albo co z zachowaniami międzyludzkimi, które na mocy konwencji są przemocą potencjalną, ale traktowane są w tym dokumencie na równi z faktami dokonanymi. I bardziej ogólnie: chyba to nie najlepsze prawo, które za przemoc uznaje WSZYSTKO co przenocowany albo ustawodawca zechce uznać za przemoc. Rozumiem, że krzywda ma charakter subiektywny, ale przemoc? Przykre, ale w mądrość naszych krajowych ustawodawcow wierzyć nie mam żadnego wielkiego powodu.
Zastanawiam się nad tym odruchowo, jako homo za przeproszeniem sapiens, choć ciekaw wcale nie jestem..
Troska polityków o los kobiet to pewnie ta sama troska którą wyrazili niedawno, podnosząc i zrównujac wiek emerytalny kobiet i mężczyzn.
Zostanę przy swoim - nie będę wierzył w bajki o prawie powszechnej szczęśliwości gwarantowanej przez państwo.
Celowo posługuje się tekstem anielskim, gdyż polski, pod którym podpisała się głowa państwa, jest bynajmniej wiernym tłumaczeniem..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz