piątek, 11 lipca 2014

Medycyna absolutem? Nie ryzykowałbym i rozumiem profesorów, którzy nie ryzykują

Niektórzy tak bardzo wierzą w potęgę medycyny (i innych nauk) i w jej niepodważalny autorytet, że gotowi są tylko na takiej podstawie stanowić nadrzędne i najwyższe dla wszystkich prawo. Zapominają o czymś, o czym wiedzą doświadczeni lekarze - kilku znam. O pokorze.

Na zdjęciu Zagadka dotycząca "wiedzy medycznej" i postępu.

O kim mowa i jakiego przełomowego dla medycyny odkrycia dokonał? Zwróćcie uwagę na okoliczności tego przełomu. I proszę nie ściągać z google - NSA i tak wszystko widzi!

Sceptycy może powiedzą, że ten "ktoś" działał już dawno temu... Prawda, dość dawno. Ale teraz metody badawcze są inne, lepsze, sa komputery... No są, ale ten "ktoś" jest i dziś uznawany za wielkiego naukowca i jego metodom, choć są z tamtych czasów, trudno dziś cokolwiek zarzucić.

Cały postęp - i to w każdej dziedzinie - to ciąg zdarzeń. Za 100-200 lat również współczesne nam prawdy naukowe okażą się zdezaktualizowane, tak jak i stało się w przypadku przełomowego odkrycia tego "kogoś".

I tu wróćmy do punktu wyjścia: czy to rzeczywiście racjonalna postawa traktować medycynę jak Boga, z medycyny czynić ABSOLUT, skoro medycyna to raczej stan obecnej wiedzy mającej pomogać człowiekowi? Wiedzy, którą uznajemy za wyczerpującą, ale na dziś, doskonale wiedząc, że jest niepełna.
I po to jest potrzebna w podejściu do medyczny pokora, aby tę lukę wiedzy wypełnić. Z niepełnej wiedzy, czasem wręcz niespójnej, nie da się zrobić "boga wszystkich".

Warto aby odmawiający chrześcijanom prawa pełnoprawnego głosu zdali sobie i z tego sprawę, że nauka jest w wielu dziedzinach także wiarą w to, że to co wiemy wystarczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz