Nergal został nieprawomocnie oczyszczony z zarzutu obrazy
uczuć religijnych, profanacji symboli czy nawoływania do nienawiści na tle
religijnym. Darcie Biblii, tak jak "darcie japy", jest widocznie tylko formą ekspresji
artystycznej. Co kierowało sądem, który tak orzekł? Uznał, że muzyk nie działał z zamiarem
bezpośrednim ani nawet z zamiarem ewentualnym popełnienia przestępstwa i nie
miał powodu przypuszczać, że drąc Biblię kogokolwiek obrazi.
Przypomina mi to swego
czasu masowe uniewinnianie złodziei samochodów, którzy przed sądem twierdzili, że nie wyłamywali
zamków po to, aby auto ukraść, tylko po to aby się przejechać, wyczerpać paliwo i
odstawić grzecznie autko na najbliższym leśnym parkingu.
No cóż. Nie będę się tym wyrokiem oburzał, bo
przywykłem emocjonalnie (niestety!) do znoszenia absurdów „wymiaru
sprawiedliwości” który nie bez powodu nazywamy „wymiarem”, bo każdemu wymierza inaczej. Nie będę też się oburzał na darcie Pisma Świętego, bo o ile dla mnie
jest to nie do pomyślenia, o tyle dla wyznawcy szatana, nie stanowi pewnie
problemu – muszę zaakceptować tę różnicę, nie mam póki co wyjścia. Nie będę
pisał, że podarcie np. Talmudu czy Koranu – nieważne w jak zamkniętym gronie,
spotkało by się z szerokim potępieniem, ale i z karą, o ile tylko stało by się
faktem wiadomym publicznie.
Cóż o wyroku mówi sam zainteresowany?
Wyrok na moją korzyść odbieram jako zwycięstwo logiki nad zabobonem, zacietrzewieniem i wstecznictwem. Pozostaje teraz poczekać aż zapadnie w końcu prawomocny wyrok w tej sprawie...
Sądzę, że na w pełni prawomocny wyrok, Nergal będzie musiał jednak poczekać - jak każdy z nas.
Chciałbym jednak wszystkim bijącym dziś brawo i gotowych do chełpienia się przed światem "postępem” jaki w Polsce
nastał, dać do myślenia pewnym przykładem. Mam nadzieję, że zdolność do
swobodnego myślenia jednak u większości pozostaje czynna.
Wyobraźmy sobie, że grupa młodych ludzi uzdolnionych w dziedzinie łucznictwa, postanawia urozmaicić sobie trening w swoim gronie. W zwykłą tarczę do której strzelają, wstawiają na przemian podobizny, a to Jaruzelskiego, a to Komorowskiego, Tuska, Merkel, czy Kaczyńskiego. Wyobraźmy sobie, że „cynk” o takim nietypowym treningu dostaje Gazeta Wyborcza i wysyła tam fotoreportera, który z ukrycia robi kilka zdjęć. Zgadnijcie: strzelanie do czyjej podobizny – przecież nie z zamiarem ugodzenia prawdziwej osoby i nie zamiarem popełnienia przestępstwa – ściągnęłoby na łuczników gromy, a do strzelanie do czyjej zostałoby poddane "życzliwej eksperckiej analizie” i kilku światłym publicystycznym wywodom, pozbawionym cienia potępienia wobec młodych łuczników.
Neutralność światopoglądowa to mit: tak dla ludzi, tworzonych przez nich gazet czy nawet państw. To zasłona dymna
by szerzyć „równość i tolerancję” ale dla starannie wybranych. Wszystko uchodzi, byle by nie było chrześcijańskie lub w
chrześcijaństwo uderzało. I tak właśnie
bredzi się o neutralności światopoglądowej państwa, tępiąc jednocześnie ludzi
głoszących fundamentalne wartości chrześcijańskie – jak chociażby prawo do życia
każdej osoby ludzkiej. Promuje się jednocześnie dziwactwa, zboczenia i kiepskiej
jakości niszowe spektakle, chcące uchodzić za sztukę, pozwalając przy okazji deptać,
niszczyć i szerzyć pogardę dla świętych, ale żywych, dla wielu wartości.
Jeśli usłyszysz następnym razem o „neutralności”
przyjrzyj się dobrze temu, kto te słowa wypowiada. U mnie neutralności nie znajdziesz, ale mam nadzieję, że nie doszukasz się także i pogardy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz