wtorek, 4 czerwca 2013

Drzeć Biblię to jak "drzeć japę" - przejaw artystycznej ekspresji



Nergal został nieprawomocnie oczyszczony z zarzutu obrazy uczuć religijnych, profanacji symboli czy nawoływania do nienawiści na tle religijnym. Darcie Biblii, tak jak "darcie japy", jest widocznie tylko formą ekspresji artystycznej. Co kierowało sądem, który tak orzekł? Uznał, że muzyk nie działał z zamiarem bezpośrednim ani nawet z zamiarem ewentualnym popełnienia przestępstwa i nie miał powodu przypuszczać, że drąc Biblię kogokolwiek obrazi.

Przypomina mi to swego czasu masowe uniewinnianie złodziei samochodów, którzy przed sądem twierdzili, że nie wyłamywali zamków po to, aby auto ukraść, tylko po to aby się przejechać, wyczerpać paliwo i odstawić grzecznie autko na najbliższym leśnym parkingu.

No cóż. Nie będę się tym wyrokiem oburzał, bo przywykłem emocjonalnie (niestety!) do znoszenia absurdów „wymiaru sprawiedliwości” który nie bez powodu nazywamy „wymiarem”, bo każdemu wymierza inaczej. Nie będę też się oburzał na darcie Pisma Świętego, bo o ile dla mnie jest to nie do pomyślenia, o tyle dla wyznawcy szatana, nie stanowi pewnie problemu – muszę zaakceptować tę różnicę, nie mam póki co wyjścia. Nie będę pisał, że podarcie np. Talmudu czy Koranu – nieważne w jak zamkniętym gronie, spotkało by się z szerokim potępieniem, ale i z karą, o ile tylko stało by się faktem wiadomym publicznie. 

Cóż o wyroku mówi sam zainteresowany? 

Wyrok na moją korzyść odbieram jako zwycięstwo logiki nad zabobonem, zacietrzewieniem i wstecznictwem. Pozostaje teraz poczekać aż zapadnie w końcu prawomocny wyrok w tej sprawie...

Sądzę, że na w pełni prawomocny wyrok, Nergal będzie musiał jednak poczekać - jak każdy z nas.
Chciałbym jednak wszystkim bijącym dziś brawo i gotowych do chełpienia się przed światem "postępem” jaki w Polsce nastał, dać do myślenia pewnym przykładem. Mam nadzieję, że zdolność do swobodnego myślenia jednak u większości pozostaje czynna.


Wyobraźmy sobie, że grupa młodych ludzi uzdolnionych w dziedzinie łucznictwa, postanawia urozmaicić sobie trening w swoim gronie. W zwykłą tarczę do której strzelają, wstawiają na przemian podobizny, a to Jaruzelskiego, a to Komorowskiego, Tuska, Merkel, czy  Kaczyńskiego. Wyobraźmy sobie, że „cynk” o takim nietypowym treningu dostaje Gazeta Wyborcza i wysyła tam fotoreportera, który z ukrycia robi kilka zdjęć. Zgadnijcie: strzelanie do czyjej podobizny – przecież nie z zamiarem ugodzenia prawdziwej osoby i nie zamiarem popełnienia przestępstwa – ściągnęłoby na łuczników gromy, a do strzelanie do czyjej zostałoby poddane "życzliwej eksperckiej analizie” i kilku światłym publicystycznym wywodom, pozbawionym cienia potępienia wobec młodych łuczników.

Neutralność światopoglądowa to mit:  tak dla ludzi, tworzonych przez nich gazet czy nawet państw. To zasłona dymna


by szerzyć „równość i tolerancję” ale dla starannie wybranych. Wszystko uchodzi, byle by nie było chrześcijańskie lub w chrześcijaństwo uderzało. I tak właśnie bredzi się o neutralności światopoglądowej państwa, tępiąc jednocześnie ludzi głoszących fundamentalne wartości chrześcijańskie – jak chociażby prawo do życia każdej osoby ludzkiej. Promuje się jednocześnie dziwactwa, zboczenia i kiepskiej jakości niszowe spektakle, chcące uchodzić za sztukę, pozwalając przy okazji deptać, niszczyć i szerzyć pogardę dla świętych, ale żywych, dla wielu wartości.

Jeśli usłyszysz następnym razem o „neutralności” przyjrzyj się dobrze temu, kto te słowa wypowiada. U mnie neutralności nie znajdziesz, ale mam nadzieję, że nie doszukasz się także i pogardy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz