środa, 24 kwietnia 2013

Nestle chce patentu na lek z czarnuszki, której właściwości są znane od tysięcy lat!

Czarnuszka (Nigella sativa)
Roślina znana od tysięcy i stosowana jako przyprawa oraz lekarstwo na różne choroby. Mowa o czarnuszce, znanej również pod nazwą czarny kminek. Pomaga na nudności, gorączkę, sprawdza się przy atopowych chorobach skóry.  Szeroko stosowana w wielu krajach, szczególnie w biednych społecznościach Bliskiego Wschodu, Azji, choć w Polsce również coraz powszechniej doceniana (także przez autora).

I cóż z tego zapytacie? A no to, że firma Nestle wystąpiła z roszczeniem patentowym, które ma umożliwić jej przejęcie kontroli nad dystrybucją specyfików z czarnuszki.

Nestle w zeszłym roku poinformowała w artykule prasowym, że jej naukowcy ”odkryli”, że ekstrakt ze znanego od tysięcy lat specyfiku można wykorzystać w leczeniu „ osób z alergiami pokarmowymi."  Jednak zamiast tworzyć sztuczny substytut substancji z wyciągu ziołowego, Nestle stara się zdobyć monopol na produkcję Nigelli sativy.  Gdyby się to udało spółka mogłaby pozwać wszystkich, którzy będą korzystać z rośliny bez zgody Nestle. Wniosek patentowy tego dotyczący prawnicy firmy złożyli w urzędach patentowych z całego świata. Wiele z nich jest aktualnie rozpatrywanych.

Pomysł na uzyskanie patentu przez Nestle jest po za tym o tyle dziwny, że naukowcy z krajów gdzie czarnuszka jest powszechnie stosowana, już dawno temu zbadali i opublikowali prace naukowe na temat właściwości leczniczych tej rośliny.

Co twierdzi sam koncern? W oświadczeniu opublikowanym na swojej stronie www piszą m. in.:
Złożyliśmy wnioski patentowe na związek chemiczny, które może być pozyskiwany z czarnuszki lub z innych roślin, pomagający w leczeniu lub zapobieganiu alergiom pokarmowym.

W 2009 roku
złożyliśmy wnioski patentowe, w których występujemy o zastosowanie związku pobudzającego receptor opioidowy do leczenia lub zapobiegania alergii pokarmowej. Zgłoszenie patentowe dotyczy związku, a nie roślin, z których ekstrakt pochodzi. Nie złożyliśmy patentu na samą roślinę.
Zastanawiające skądinąd jest to, na ile można opatentować związek chemiczny obecny w przyrodzie w sposób naturalny oraz uzurpować sobie prawo do wyłączności w czerpaniu korzyści z już dawno dokonanych odkryć. Zrozumiałym jest, że można próbować opatentować konkretną technologię ekstrakcji czy wytworzoną przez siebie sztucznie odmianę rośliny, zawierającą pożądane substancje w zwiększonych stężeniach (o ile oczywiście to dalej jest ekwiwalentem naturalnego leku). Ale sam związek chemiczny? To absurdalnie i niebezpieczne podejście, bo związek chemiczny i roślina, która go zawiera są przecież całością.

Pomijając te fundamentalne wątpliwości, wyjaśnienia Nestle może i rozwiewały by obawy, gdyby nie fakt, że takich patentowych wyskoków szwajcarska firma ma na swoim koncie więcej. W 2011 roku próbowała zdobyć patent na... metodę użycia mleka jako środka przeczyszczającego, choć to fakt znany indyjskiej medycynie od tysięcy lat i zapisany w medycznych almanachach.

Bardzo jestem ciekaw jak do tych paranoidalnych pomysłów patentowych Nestle odniosą się urzędy - a wnioski o patenty krajowe na czarnuszkę złożone zostały w wielu krajach. Istnieje takie ryzyko, że w końcu jakiś urzędnik z ubogiego kraju da się jednak przekonać twardej merytorycznej argumentacji.

W każdym razie: wiadome płatki śniadaniowe smakowały mi to tej informacji jakoś gorzej, by nie powiedzieć, obrzydliwie. 

Jedno co pociesza, to bezdyskusyjny fakt, że patent zarówno na szczaw, jak i na mirabelki jest na szczęście polski, nasz!

Więcej o sprawie:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz